Wyjazd ojców z dziećmi to doskonały czas aby skupić się na swoich potomkach ale również czas wspólnoty. Bycia razem i wymiany doświadczeń. wyjazd Ojców z dziećmi (syn, córka) w tym roku wyjazd był sponsorowany – w 100%. Byliśmy w Rzewnicy! Masa atrakcji, a najważniejszy punkt czyli pogłębianie relacji Ojca z dziećmi! Wystarczyło tylko zebrać plecak […]
Wakacje pod żaglami to doskonała alternatywa dla leniwego leżenia na plaży. Pływać mogą już niemowlęta, chodź dopiero 3-4 latek ma szansę przeżyć prawdziwą morską przygodę. Zadbaj odpowiednio o jego bezpieczeństwo. O czym trzeba pamiętać, wybierając się z dzieckiem na rejs i jakich zasad należy przestrzegać? Dobrze zaplanuj trasę rejsu Trasa powinna być niewymagająca
String Art dla ojców z dziećmi Wydarzenie dla wszystkich mieszkańców Torunia Czy można pogodzić młotek, gwoździe i drewno ze sztuką, włóczką i String Art dla ojców z dziećmi
dzieci bez ojców częściej są otyłe ; dzieci z ojcami mają więcej Roughhousingu (a Roughhousing sprawia, że dzieci są niesamowite) dzieci z ojcami częściej mają większe słownictwo ; dzieci z ojcami częściej są zachęcane do podejmowania zdrowego ryzyka; dzieci z ojcami zyskują wiele dodatkowych korzyści dla zdrowia i szczęścia
Celem pracy była ocena motywacji ojców opiekujących się dziećmi hospitalizowanymi z powodu nowotworu Pełny tekst: Analiza funkcjonowania psychospołecznego ojców opiekujących się w szpitalu dziećmi z chorobami nowotworowymi, Jakub Pilarczyk - Psychoonkologia 2/2012
Wiślany rejs Ojców i Dzieci Czas: piątek 27.07 / sobota 28.07 Cena: 450 zł dorosły + 50 zł dziecko Dla ojców z dziećmi Popłyń rzeką z Szyprem Jakubem i rozbij biwak w dziczy z dala od cywilizacji w indiańskim namiocie. Ty zostawisz za sobą trudy i zmartwienia codziennej pracy, Twój syn lub córka wzmocnią samodzielność
. Last minute Aktualności 2013-03-29 Rozszerzając swoją ofertę od dzisiaj proponujemy Państwu czartery jachtów w najlepszych cenach. Dodatkowy rabat 10% do końca kwietnia! więcej ... Sortuj Brak rejsów o zadanych parametrach. Linki
Obejrzano: 157 razyDodano: 2022-01-06Kierunek: Rejsy śródlądoweTermin: - (8 dni)Cena: 1 299 zł /za osobęW cenie: -pakiet upominków dla każdego -pobyt na jachcie -opłaty portowe za jacht: prąd, miejsce przy kei, woda -opieka sternika/instruktora na czas żeglugi -wstęp do wybranych atrakcji -ubezpieczenie jachtu NW i OC -ubezpieczenie uczestnikówJacht: Antila 26,27 lub podobnej klasyTrasa: Start sobota Ryn-jezioro Ryńskie-Zatoka Skonał-jezioro Tałty-jezioro Mikołajskie- Mikołajki-jezioro Śniardwy-Marina Śniardwy-jezioro Bełdany-Galindia-Sun Port-Ryn powrót sobota NAJWAŻNIEJSZE ATRAKCJE: -wspólny czas ojców z dziećmi -nowe przyjaźnie z rówieśnikami (kilkadziesiąt dzieciaków na każdej edycji) -gry na jachcie i w terenie, dużo aktywności (dla chętnych). Nuta zdrowej rywalizacji w grze "Skarb Galindów" -poznanie i odwiedzenie tajemniczych miejsc -czas na chillout i wypoczynek -zdobywanie umiejętności i wiedzy -magiczne kociołki -niezastąpione SUPy, slackline -wyjątkowe upominki i nagrody -super fotki z drona i nie tylko -żeglowanie na Mazurach -obcowanie z dziką przyrodą UMIEJĘTNOŚCI I BEZPIECZEŃSTWO: -nie trzeba mieć żadnego doświadczenia w żeglowaniu. To bezpieczny sport pod opieką doświadczonych sterników/instruktorów -nie trzeba potrafić pływać wpław, żeby żeglować -umiejętności żeglowania, kto będzie chciał będzie mógł nauczyć się sterować jachtem, składać maszt czy cumować -Mazury to bezpieczny akwen wodny oczywiście z zachowaniem określonych zasad bezpieczeństwaOrganizator: Tata na MazuryKontakt: Wspomnij, że ofertę znalazłeś na e-mail: tatanamazury@ kom: 510 513 310[akceptuję] Strona obsługuje pliki cookies. Jeżeli chcesz korzystać z serwisu, musisz wyrazić na to zgodę. Możesz także zmienić ustawienia dotyczące cookies. Więcej informacji na stronie polityka cookies.
Termin: 12 – 17 sierpnia 2022 r. – 6 dni CENA first time (do 31 marca) 3460 zł (cena za 2 osoby: ojciec i syn/córka) _ drugie dziecko 1730 złcena regularna: 3760 zł + drugi syn/córka 2030 zł O obozie... Obóz sportów wodnych i budowania dobrych męskich relacji w rodzinie. Podczas O&S zajmiemy się budowaniem dobrych, zdrowych, silnych relacji ojca z synem i syna z ojcem. Pretekstem do tego będzie wspólna (ojca i syna) nauka oraz przeżywanie przygód na i w wodzie – nauka windsurfingu, motorowodniactwa, żeglarstwa, nurkowania w aqualungu, wyprawy kajakowe, wspinaczka, strzelectwo, łuki… by wieczorem, po kolacji rozwijać rodzinne relacje. Wszystko to w naszej nadmorskiej bazie Akademii Sportów Wodnych we Władysławowie. Skąd pomysł na taki obóz? Motorem stworzenia obozu Ojciec & Syn były moje własne doświadczenia w byciu zarówno synem, ojcem oraz wnukiem, obserwacje bliskich i dalszych mi mężczyzn, ich relacji z własnymi ojcami i synami, relacji czasami pięknymi, czasami “późnym”;-) tatą. Pierwsze dziecko – córka urodziła się gdy miałem 42 lata, 3 lata później pojawił się “On”.Już zanim zostałem ojcem zmagałem się z pytaniami typu:Jakim ojcem będę?Oceniającym czy inspirującym?Wymagającym czy wspierającym?Krytykującym czy rozumiejącym?Jak przekazać synowi swoją wiedzę i doświadczenie, nie stając się dla niego wrogiem?Starałem się uciec od pułapki myślenia – wyobrażania sobie: “jaki będzie mój syn, moje dziecko” idąc w kierunku pytań: “Jaki ja będę dla dziecka, jak się zachowam gdy ono zrobi…, gdy ono będzie…?”Jestem przekonany, że głęboka refleksja nad tematem relacji jest nam – ojcom i synom bardzo potrzebna. Chcę się z Wami spotkać i wspólnie spędzić ten czas doświadczają i rozmawiając, ucząc się od siebie nawzajem. Profesjonalnie zorganizuję i poprowadzę ten obóz. Od 2002 roku organizuję kolonie, obozy, warsztaty, szkolenia, wyprawy, uczę dzieci, młodzież, dorosłych. W Polsce i za lądzie, w wodzie, na wodzie i pod wodą;-) Ważną inspiracją dla powstania O&S były: – książka psychologa i psychoterapeuty Wojciecha Eichelbergera “Zdradzony przez ojca” (wydawnictwo Drzewo Babel),– udział w warsztatach rozwoju osobistego “Eden 5 rytmów” Joanny Hussakowskiej i Marca Lenfers’a,– udział w kursie rozwojowym “Miłość toksyczna, miłość dojrzała” Macieja Bennewicza,– udział w kursie rozwojowym “Synergia” Marka Rożalskiego,– udział w treningu interaktywnym “Droga do siebie” Piotra wspólnego przeżywania i wspólnego rozwijania się zapraszam,Marcin Trudnowski syn Janusza, ojciec Bruna, czasami kapitan, trener, instruktor, pedagog. Program Obozu: Nauka i doskonalenie windsurfingu, nurkowania, żeglarstwa, kajakowe i rowerowe, ścianka wspinaczkowa, dobrych, męskich relacji, poruszymy tematy:– Jak stawać się dla syna autorytetem?– Ojciec czy nieformalna grupa rówieśnicza – rywalizacja czy synergia?– Męska wspólnota plemienna. Pierwotna potrzeba przeżycia męskiej przygody w męskim gronie. Stawanie się mężczyzną.– Jak przegrywając, wygrywać? Ramowy program obozu 6 dni (5 dób)1 dzień od godz. 15:00 do godziny 17:00 przyjazd do bazy we Władysławowie i zakwaterowanie,18:30 – kolacja, przywitanie uczestników, zasady bezpieczeństwa podczas obozu,19:30 – 21:30 – Wspólne Ognisko, podział na zespoły (ojcowie, synowie, mieszane)22:30- 23:00 – cisza 3, 4, 5 dzień 8:45 – 9:30 – śniadanie9:30 – 10:15 – przygotowanie do zajęć szkoleniowych10:15 – 13:15 – zajęcia szkoleniowe13:30 – 14:15 – obiad14:15 – 15:15 – cisza poobiednia, przygotowanie do zajęć15:15 – 18:15 – zajęcia szkole bozu,19:30 – 21:30 – Wspólne Ognisko, podział na zespoły (ojcowie, synowie, mieszane)22:30 – 23:00 – cisza nocna6 dzień 8:45 – 9:30 – śniadanie, uroczyste zakończenie obozu11:00 – wykwaterowanie5 Zasady podczas obozu Zakaz spożywania alkoholu, papierosów (ewentualnie papierosy tylko w wyznaczonym miejscu), środków odurzających. (To nie jest obóz “odwykowy”;-)Wszystkich obowiązuje w/w grafik – dorosłych i jest pod opieką ojca, także w nocleg, wyżywienie, bazę i sprzęt szkoleniowy, sprzęt sportowy, sprzęt asekuracyjny i ratunkowy, opiekę ratownika wodnego, opiekę instruktorską. Dla kogo Obóz? Dla rodzica z dzieckiem – ojca z synem (synami). Minimalny wiek syna 7 lat. Ograniczeń wiekowych “w górę” nie ma.
Wakacje pod żaglami są zdecydowanie naszą ulubioną formą wypoczynku. Obie nasze dziewczynki zaczęły z nami żeglować zanim nauczyły się przewracać na brzuszek. W zeszłym roku odkrywaliśmy Zatokę Sarońską w Grecji, w tym wybór padł na Chorwację. Dlaczego? Mówi się żartobliwie, że pan Bóg po stworzeniu świata, 7-go dnia odpoczywał w Dalmacji 🙂 To w istocie prawdziwy raj dla wszystkich turystów z żeglarzami na czele! Mimo że pływaliśmy na tym akwenie w sumie nawet kilkadziesiąt razy, to znów udało się nam odkryć nowe, piękne naszym rejsie wzięły udział dwie rodziny z dziećmi w wieku od 13 miesięcy do 10 lat. Kołem zamachowym młodszej części załogi były bez wątpienia dwie 4-letnie dziewczynki. Obie czuły się na jachcie niczym w pływającym domku dla lalek – tylko Ken’a było im brak. W niczym nie przeszkadzało nam, że nasi przyjaciele nigdy nie byli na rejsie. Tym większą satysfakcję mieliśmy odsłonić przed nim ten wyjątkowy sposób spędzania wakacji. Na pokładzie wszystko przebiegało sprawnie. Oboje z żona jesteśmy kapitanami a cenne wsparcie przy wszystkich manewrach otrzymywaliśmy od chłonącego żeglarskie rzemiosło ojca i syna, który o dziwo podczas rejsu był w stanie oderwać wzrok od ekranu tableta 🙂Pływający domPlanując rejs nie mieliśmy wątpliwości, że wybierzemy katamaran. Latem w Chorwacji na ambitne żeglowanie raczej nie ma co liczyć, a ilość płaskiego miejsca przy rejsie z dziećmi jest sprawą kluczową. I nie pomyliliśmy się. Przez cały tydzień postawiliśmy tylko dwa razy przedni żagiel i to raczej do zdjęć. Pływaliśmy katamaranem Bali ze stoczni Catana. Jak żegluje powiedzieć nie możemy 🙂 Jednostka ta ma jeden niewątpliwy walor – to zamykana niczym brama garażowa ściana od strony rufy, tworząca swoisty zamknięty salon połączony z kambuzem. Gdy jacht jest wyposażony w klimatyzację to uzyskujemy dużą, wygodną przestrzeń chroniącą przed żarem lejącym się z nieba. Wewnątrz jest gigantyczny stół na którym dzieciaki mogą uskuteczniać wszelkie prace plastyczne. Tak dużego mebla nie spotkaliśmy nawet w znacznie większych jednostkach 🙂 No i ta lodówka z zamrażarką – normalnej wielkości niczym w domowej kuchni. Wygodne ale… brak zabezpieczeń przed przechyłami powoduje, że strach pomysleć co by się działo podczas złej pogody… Najbardziej jednak dotkliwy dla naszych małych żeglarek był brak siatki rozpiętej z przodu pomiędzy pływakami. Dla dzieci w tym wieku ta naturalna trampolina jest ważniejsza niż wszelkie inne elementy jachtu 🙂Wybór Chorwacji poza walorami przyrodniczymi i doskonale rozwinięta infrastruktura podyktowany był także wygodą. W tym sezonie pojawiły się loty bezpośrednie linii Ryanair z Poznania do Zadaru. Mając za sobą niejedną podróż z dziećmi wiemy, że dobra logistyka potrafi być podstawą udanego wypoczynku. Podróż nad Adriatyk od drzwi domu zajęła nam 3,5 godziny zamiast doby w samochodzie. Loty odbywają się w poniedziałki i czwartki. Pozwoliło nam to spędzić jeszcze dwa dni przed i dwa po rejsie na zwiedzaniu dalmackiego wybrzeża. chorwacja blogProlog rejsu – odyseja samochodowaNa lotnisku w Zadarze odebraliśmy wypożyczonego wcześniej busa, którym wygodnie dojechaliśmy do Trogiru. Taki wybór może nie jest najtańszy. Za 8-osobowego VW Caravelle zapłaciliśmy za trzy dni ok 2200 zł. Spory udział w tej cenie miało oddanie samochodu w innym miejscu – lotnisku Split. Uważamy jednak, że był to dobry wybór. Podróżowaliśmy wygodnie całą ekipą, zatrzymując się po drodze w każdym miejscu, które się nam spodobało. Nocowaliśmy kolejno w miejscowości Pakostane oraz w Rogoznica, a zwiedziliśmy Zadar, Biograd, Vodice, Primosten. Tym samym mogliśmy pokazać te wszystkie miejsca naszym znajomym i… nie płynąć tam juz jachtem 🙂Dysponując dużym samochodem mogliśmy zrobić zaprowiantowanie na rejs i podwieźć je pod sam jacht. Pozwoliło nam to oddać cumy już w sobotę popołudniu. Mogliśmy też zrealizować wyjątkową fanaberię – odebrać z punktu IKEA w Splicie fotelik do karmienia Juleczki. Ten najprostszy plastikowy mebel ma w sobie magiczną moc – nasza córka w nim siedzi! Dzięki temu my sami możemy się cieszyć posiłkiem 🙂 Miejsca na katamaranie na szczęście nie brakuje. Fotelik służył nam dobrze. Nosiliśmy go ze sobą nawet do restauracji. O dziwo mało który lokal jest wyposażony w takie rejsuNasz rejs rozpoczęliśmy w najnowszej z 3 marin w Trogirze – Marina & Yacht Service Center. Miejsce na rozpoczęcie rejsu w tej części Chorwacji jest doskonałe. Na odległość rzutu rękawiczką szotową jest starówka Trogiru wpisana na Listę Unesco. Uberem z lotniska Zracna Luka – Split, dojedziecie tu w 10 minut. Wybór tras rejsu jest stąd niemal nieograniczony. Na Kornaty – proszę bardzo, do Dubrovnika – czemu nie. Podczas naszej rodzinnej przygody postanowiliśmy nie porywać się na dalekie wyprawy. Wybraliśmy miejsca odległe od Trogiru zaledwie o kilka godzin żeglugi. Szczęśliwie okazało się, że nasi towarzysze nie mają parcia na paradowanie co wieczór w marinach ACI. Spędziliśmy 3 noce w spokojnych zatoczkach na kotwicy i na boi. Pozostałe trzy cumowaliśmy w blogPodczas naszego rejsu odwiedziliśmy:Port Milna – Wyspa BracWejście do zatoki Milna, jak i samo miasteczko jest urocze i zdecydowanie warto tu zawinąć. To główny port i miasto na olbrzymiej wyspie Brac. To oczywisty kierunek dla załóg, które już pierwszą noc w środkowej Dalmacji pragną spędzić poza portem macierzystym. Dzięki wcześniejszym zakupom i sprawnemu odebraniu katamaranu, wypłynęliśmy z Trogiru już po godzinie Pozwoliło nam to zająć miejsce w Marinie ACI w Milnej. Wszystkie pozostałe, tańsze miejsca były już zajęte. Za komfort bycia w lokalizacji premium, trzeba dość słono zapłacić. Za 40 stopowy katamaran zapłaciliśmy tam za noc prawie 1100 HRK(niemal 650 złotych)! Kiedy dzieci zasnęły, zaryzykowaliśmy zamówienie dania na wynos w pizzerii Slika. To był strzał w dziesiątkę. Kalmary i miecznik wprost rozpływały się w ustach! Zagryzaliśmy świeżutkim pieczywem z otwartej do późna piekarni Milna. Rano spacer z dziećmi dookoła portu oraz kawa i sok pomarańczowy z widokiem na wypływające jachty. Nie sposób wyjechać z Milnej nie zaopatrując się u najsłynniejszej babci na wyspie, która od lat produkuje i sprzedaje lokalne alkohole, oliwę i kosmetyki. Wystrój piwniczki jest urzekający. Znajdziecie ją tuż za wspomnianą wcześniej pizzerią Grad – Wyspa HvarLeżący nieco na uboczu w głębokiej zatoce port Stari Grad okazał się prawdziwą perełką. Jest to najstarsze miasto w Chorwacji, założone jeszcze przez starożytnych Greków w 384 roku Przez ponad 2400 lat następujący po sobie gospodarze stworzyli wyjątkowe miejsce o pięknej architekturze. Wąskie, zadbane, klimatyczne uliczki i place pełne oryginalnych galerii, knajpek i sklepów, potrafią wciągnąć na długie godziny. Amatorzy listy Unesco odkryją tam starożytny system proporcjonalnego dzielenia działek pod uprawy winorośli. Także port, każdego wieczora do ostatniego miejsca zajęty jachtami, wygląda imponująco. Po rejsie wszyscy zgodnie ogłosiliśmy to miasto najpiękniejszym jakie wczesnego przybycia do zatoki, miejsca od strony miasta już zabrakło. Staliśmy więc po przeciwnej stronie i najszybszą formą komunikacji okazał się nasz ponton 🙂 Postój tutaj był znacznie tańszy i kosztował ok 800 HRK. Poza niezaprzeczalnego czaru miasta, mocnym punktem programu była ram dla nas gradska plaża i znajdująca się tuż obok restauracji Eremitaz. Zjedliśmy tam zupełnie smaczny obiad i daliśmy się wyszaleć dzieciom w płytkiej wodzie. Nasz 10-letni załogant, dostarczone zachłannie do organizmu kalorie, spalał na pływającym, dmuchanym placu zabaw, których w Chorwacji spotkaliśmy bardzo wiele. Radości było tak dużo, że odpuściliśmy sobie wyjazd taksówką do głównego miasta wyspy Hvar. Swoją drogą uważamy, że to Stari Grad jest bardziej atrakcyjny od wiecznie zatłoczonego i trudno dostępnego jachtem miasta Paklińskie – czyli jak nie Palmizana to co?Kolejnego dnia znów Hvar na celowniku. Tym razem zdobywany taksówką wodną z mariny Palmizana. To najpopularniejszy pomysł na zwiedzania miasta wśród żeglarzy. Zamiast w marinie ACI, spróbowaliśmy swoich szans na bojach w zatoce od południowej stronie wyglądającej niczym stonoga wyspy. Mimo wczesnej pory okazało się, że boje już zarezerwowane i wynocha. Stanęliśmy na kotwicy w kolejnej zatoczce, dowiązaliśmy się długą liną do brzegu i… spędziliśmy wspaniałe popołudnie i noc w ciszy i spokoju. Naszej załodze leniwe pływanie wpław i na wypożyczonej desce SUP, spodobało się tak bardzo, że i tym razem Hvar poszedł w odstawkę. Zgonie ustaliliśmy, że właśnie taki sposób spędzania czasu odpowiada nam najbardziej. To kwintesencja żeglarskiego klimatu, absolutnie niedostępna stacjonarnym turystom!chorwacja blogVis – VisWyspa Vis odkryła swoje piękno turystom dopiero po rozpadzie Jugosławii. Wcześniej była to wojskowa baza. Do dziś atrakcją jest tu zwiedzanie bunkrów dla łodzi podwodnych czy kwatery pana Tito. Obecnie czystymi, pięknymi plażami oraz doskonałym winem i oliwą mogą cieszyć się wszyscy! Zatoka w której znajduje się miasto Vis oferuje bezpieczny postój dla wielu jednostek. Większość jest ich jednak na bojach. Aby stanąć przy nabrzeżu trzeba być dość wcześnie. Dla naszej rodzinnej ekipy było to ważne aby na ląd schodzić przez trap a nie pontonem. Udało się i na kawkę i soczek mieliśmy dosłownie kilka metrów 🙂 Dla rodzin z dziećmi atrakcją jest plaża Prilovo, znajdująca się za cyplem z piękną świątynią św. HieronimaDla łakomczuszków polecamy wybrać się spacerem do restauracji Pojoda. Znajduje się zupełnie na wschód od centrum miasta. W zacisznym podwórku, zacienionem bambusową barierą, znajdziecie prawdziwe rarytasy lokalnej kuchni. Serwowane przez niezwykle sympatyczną obsługę (co stwierdzając ze smutkiem nie jest już tak oczywiste w zadeptywanej turystami Chorwacji). Jedzenie było obłędne! Nie był to tani obiad, ale w porównaniu do podobnych cen gdzie indziej, warty swojej ceny. Oliwa, którą dostaliśmy do moczenia chleba była tak pyszna, że aż zamówiliśmy od kolegi kelnera 5 litrów z myślą o zabraniu do wypożyczać samochód na VisOdradzamy na rejsie z dziećmi wypożyczanie tam samochodów. Zanim się ogarnęliśmy do wyjazdu po obiedzie była godzina Dojechaliśmy tylko na drugą stronę wyspy do miasta Komiza. Tam krótka kąpiel na malutkiej plaży Lucica, szybki spacer malowniczą uliczką Ribarską i powrotna na jacht… Wakacje z małymi dziećmi rządzą się swoimi prawami 🙂 Kolejnego dnia, mając nadal samochody, trochę na siłę wybraliśmy się na jedną z „must see” plaż na wyspie – Teplus. Efekt – kąpielisko w niczym bardziej atrakcyjne dla dzieci niż to nieopodal portu Vis. Zapłaciliśmy za dwa liche fiaty panda ponad 800 HRK. Nie było gdzie ich zaparkować na noc. Chcąc odwiedzić tylko Komize, lepiej pojechać tam lokalnym autobusem albo taksówką. Taniej, szybciej, bez problemów 🙂Po oddaniu samochodów postanowiliśmy zostać na Vis jeszcze jedną noc. Najpierw odbyliśmy obowiązkową wyprawę pontonem do schronu na łodzie podwodne, znajdującego się nieco na północ od portu Vis. Następnie obraliśmy kurs na zatoczkę Stoncica wcinająca się głęboko w północno-zachodnią część wyspy. Jest tam przygotowanych kilkanaście boi, które kosztują 250 HRK za noc. Po nocnym zgiełku miasteczka, tutaj znowu odpoczęliśmy wsłuchani tylko w odgłosy wiosła naszej deski SUP. Swoją drogą ta forma aktywnego wypoczynku powoli skrada serca żeglarzy. Obserwowaliśmy ją na co drugim jachcie. Nasze pierwsze kroki, wyglądały na tyle obiecująco, że na pewno do tego sportu wrócimy 🙂Blue Lagoon – Drvenik VeliNasza załoga tak zasmakowała w nocnym kotwiczeniu w zatokach, że na ostatnią noc wybraliśmy miejsce widniejące na wszystkich ofertach wycieczek w tej części Dalmacji. Była to Błękitna Laguna we wschodniej części wyspy Drvenik Veli. Miejsce pełne turystów zwożonych masowo w ciągu dnia, odzyskuje magiczne piękno wieczorem, kiedy zostają tam tylko żeglarze. Chłonęliśmy każdą spędzoną tam minutę. Daliśmy się skusić jednej z dwóch działających tam knajpek, a mającej najlepsze opinie – Konoba Krknjasi. Jedzenie było tam przyzwoite, zwłaszcza pyszny stek. Ceny jednak poszybowały tutaj do gwiazd, które potem trawiąc kolację na pokładzie chętnie oglądaliśmy 🙂Płyńmy w dół do starego Trogiru juz czasPiątek, ostani czarterowy dzień na wodzie, to tradycyjnie powrót do bazy armatora. Zanim wbiliśmy się do kolejki tankujących paliwo jachtów zatrzymaliśmy się w Zatoce Racetinovac. To taki malowniczy języczek wcinający się od północy w zachodni półwyspem wyspy Ciovo, połączonej od ubiegłego roku dwoma mostami z kontynentem i miastem Trogir. Warto się tam zatrzymać na ostatni kąpiel przed skrępowaniem jachtu po raz ostatni więzami cum. Jest czysto, spokojnie, kotwica dobrze blogEpilog rejsuDwa dni spędzone stacjonarnie w Trogirze niemal doprowadziły nas do obłędu. Dopiero wtedy w pełni doceniliśmy nasze wakacje pod żaglami, nawet jeśli nie rozwinęliśmy ich nawet na chwilę. Na łodzi zyskuje się wolność, przestrzeń i powiew wiatru, nawet gdy jest on wywołany poruszającym się na silniku katamaranem. Zawsze możemy schronić się w cieniu albo wręcz zatrzymać i zanurzyć w chłodnej wodzie. Ze nutką zazdrości patrzeliśmy na te z jachtów które wypływały na kolejny tydzień w rejs… W mieście, nawet najpiękniejszym, życie kończy się w tym klimacie o rano, a zaczyna znów o Pobyt na otwartej przestrzeni w środku dnia zakrawa o masochizm. W tym słońcu nie da się przetrwać. Co za płytkie jest myślenie ludzi z północy, że siesta to wybieg próżniaków z południa! To jedyna szansa na przetrwanie. Można tylko chodzić od knajpy do knajpy… Swoją drogą, jeśli już iść na obiad w Trogirze, to rekomendujemy Restaurant Kamerlengo. Jedzenie tutaj to raj dla podniebienia. Nektarem jest tam bez dwóch zdań krem z krewetek!Po tygodniu naszej wspólnej morskiej przygody, nasza załoga wypowiedziała najlepszą rekomendację dla rejsów rodzinnych: – „nie wyobrażamy już sobie lepszych wakacji”Cieszymy, się, że to właśnie my pokazaliśmy im ten światchorwacja blog
Czy wiecie, że często ojcowie rozwodzą się ze swoimi dziećmi, a nie tylko z ich matkami? Do takich wniosków doszłam rozmawiając z wieloma samotnymi mami. Panowie po rozwodzie, po prostu zapominają, że nadal to są ich dzieci i nadal za nie odpowiadają, na równi z że to tylko moje, subiektywne spostrzeżeniaNiestety, potwierdza je ostatni raport GUS. Jak przeczytałam na portalu tendencja ta dotyczy głównie mężczyzn. Aż dla 80% mężczyzn dzieci z pierwszego małżeństwa to „byłe dzieci”.„Wyborcza” traktuje głównie o sprawach finansowych. I rzeczywiście jest to bardzo ważny aspekt tego problemu. Okazuje się bowiem, że ojcowie unikają płacenia alimentów na swoje dzieci. Sama spotkałam się ze stwierdzeniami „byłych” ojców, że matka ich dzieci chce ich (przepraszam za słownictwo, ale to autentyczny cytat) „wydymać z kasy”, albo „naciągnąć na forsę”, czy wręcz okraść. Tak jakby nie pamiętali, że dzieci mają potrzeby, których nie da się pominąć, czy niepotrzebnie o tym wspominam, ale dzieckunie tylko potrzeba odpowiedniego pożywienia, edukacji, odzieży, środków higienicznych i lekarstw (wiemy jak dzieci często potrafią chorować). To są tylko bardzo podstawowe potrzeby. A przecież jako rodzice chcielibyśmy dziecku dać także zajęcia dodatkowe, prywatne wizyty u lekarzy, gdy państwowa służba zdrowia zawodzi, zajęcia sportowe, od czasu do czasu jakieś przyjemności, wakacje. I te wszystkie wydatki spadają na nie powie dziecku, że nie ma za co kupić mu lekarstw. Sobie odmówi, byle tylko mieć na lekarza, na okulary, czy dentystę dla dziecka. Chciałabym w tym miejscu też przypomnieć, że w naszym kraju nadal panuje system, w którym kobiety mniej zarabiają, niż mężczyźni, przez co pozostawione same sobie matki borykają się z ogromnymi problemami finansowymi. Przyparte do muru samotne matki biorą dodatkowe prace, byle tylko utrzymać rodzinę. Chcąc nie chcąc, muszą godzić zajmowanie się dziećmi i domem, z coraz częstszym podejmowaniem pracy na drugi etat. Podczas gdy ojcowie mogą się rozwijać zawodowo, osobiście, intelektualnie, fizycznie, kulturalnie i generalnie wreszcie bez niepotrzebnych iż zazwyczaj lepiej zarabiają i nie są obciążeni obowiązkamizwiązanymi z codzienną troską o dzieci, „byli” tatusiowie wykręcają się od alimentów jak na przykład takiego tatę, który zarabia ok. 6000 zł netto miesięcznie, a na sprawie o alimenty udowadniał, że kwota 500 zł na jego jedyne dziecko go przerasta. Musi przecież sam się utrzymać, iść na siłownię (nie zmyślam, to są jego słowa na rozprawie) i na basen, utrzymać obecną rodzinę. Tak jakby „poprzednia” rodzina nie musiała jeść i zaspokajać swoich podstawowych potrzeb (do których nie należy siłownia, choć dodatkowy ruch dzieciom też by się przydał).Inny „tata” przyjechał na sprawę rozwodową dobrym autem, na ręku miał drogi zegarek, ale twierdził, iż nie ma środków na płacenie alimentów, gdyż… jest bezrobotny. Nieprawdopodobne? Też mi się tak wydawało. W tym przypadku sędzia był na tyle rozsądny i spostrzegawczy, że zauważył markowe ubrania i zegarek „biednego ojca”, a „były tata” nie docenił potencjalnej spostrzegawczości sędziego. Mimo wyroku – alimentów nie płaci. Sprawa trafiła do komornika. Komornik nie ma z czego ściągnąć alimentów, bo pan jest bezrobotny. Mieszka w domu matki, jeździ autem drugiej żony. Sam oczywiście nic nie jest także, pewnego rodzaju przyzwolenie społecznena proceder unikania alimentów, o czym także wspomina „Wyborcza”. Nie wspieramy samotnych matek w ich trudach, traktując je jak zachłanne harpie, a nie osoby, na które spadła cała odpowiedzialność za wychowanie i dobrostan dzieci. Okazuje się bowiem, że pracodawcy dość chętnie „idą na układy” z ojcami i przez okres, który wymagany jest do wykazania zarobków dla potrzeb ustalenia wysokości alimentów, płacą im oficjalnie minimalną pensję, a resztę „pod stołem”.Jednak od losu samotnych matek (które sobie zazwyczaj jednak jakoś radzą), dużo bardziej smutne jest to, żenie zauważa, nie docenia się w tym wszystkim psychicznych potrzeb zajęte dodatkowymi obowiązkami niejako zostawiają swoje dzieci i ich emocjonalne potrzeby, gdyż zwyczajnie brakuje im czasu i siły. Mogliby więc więcej uwagi dać ojcowie, lub chociaż odciążyć swoje byłe żony od części obowiązków, czy konieczności dodatkowego zarobkowania. Tutaj jednak pojawia się kolejny aspekt omawianego mojej ocenie unikanie płacenia alimentów ma wymiar nie tylko materialny. Idzie za tym niestety opuszczenie dzieci także w aspekcie emocjonalnym. Przecież gdyby tak nie było, rodzice nie unikaliby płacenia alimentów, ponieważ zależałoby im na tym by osoby, które kochają miały jak najlepiej. Tutaj jakże prawdziwe okazuje się przysłowie „co z oczu to i z serca”.Ojcowie nie dążąc do kontaktów z „byłymi” dziećmii rozluźniając więzi nie zdają sobie sprawy, jak wielką krzywdę robią swoim dzieciom. Dziecko bowiem, do prawidłowego rozwoju potrzebuje dwojga rodziców.* Nie muszą mieszkać razem, ale powinni razem sprawować opiekę nad dzieckiem i razem się o nie troszczyć. Dziecko potrzebuje w rodzicu oparcia. Chce czuć się bezpieczne i być pewne, że jest kochane i szanowane przez oboje rodziców. To właśnie miłość, szacunek i zainteresowanie obojga rodziców daje dziecku podwaliny do budowania poczucia własnej wartości i miłości własnej. Dziecko, któremu zabraknie zainteresowania ze strony któregoś z rodziców, jako dorosły będzie czuło się gorsze, niepewne siebie, będzie miało trudności z nawiązywaniem relacji i wchodzeniem w związki. Samo też może stać się nieczułym rodzicem w ojcowie po rozwodzie, czują się „zwolnieni” ze spotykania z dziećmi, nie kontaktują się i nie rozmawiają z nimi. Tak jakby ich własne dzieci straciły potrzebę kontaktu z ojcem, albo zniknęły. Trochę to wygląda jak wyrzucanie psa z auta, lub przywiązywanie go w lesie do drzewa, gdy jedziemy na wakacje. Myślę, że dokładnie tak czują się „byłe” dzieci. Nikomu nie zrobiły krzywdy, były grzeczne, a tu nagle kopniak i do widzenia. Czują się opuszczone i zdezorientowane. Niepotrzebne i nieważne…Dzieci cierpią przy rozwodzie rodziców z jeszcze jednego rodzice wciągają dzieci w konflikt z byłym partnerem (tym razem częściej robią to matki). Nastawiają dzieci przeciw drugiemu rodzicowi, czy utrudniają im kontakty. Dobrze by było zdawać sobie sprawę, że takie zachowanie wyrządza dziecku krzywdę. Ono potrzebuje spokojnego dzieciństwa i pewności, że rodzice je kochają i o nie mojej ocenie dorośli powinni załatwiać swoje sprawy sami, a dzieciom pozostawić dzieciństwo i wiarę w ludzi. W szczególności w rodziców, którzy rozwiedzeni, czy nie – nadal są jego rodzicami i nadal powinni stanowić dla niego ostoję, oraz być źródłem siły i miłości na całe jest bardzo szeroki i bolesny dla wszystkich mi było objąć go jednym tekstem. Dlatego chciałabym, aby stał się tylko przyczynkiem do dyskusji i przemyśleń, a w konsekwencji do „powrotu” do opuszczonych dzieci. Ktoś kiedyś powiedział, że na nic nigdy nie jest za późno. I ja się z tym Z góry przepraszam Ojców, którzy mimo rozwodu są przykładnymi rodzicami, posiadają dobry kontakt z dziećmi i na nie łożą. Zdaję sobie sprawę, że istniejecie, i że możecie czuć się pokrzywdzeni tym tekstem. Piszę tu o większości, która wynika z badań, oraz moich subiektywnych tak. Słyszałam, że istnieją też takie matki, które „uciekają” od swoich dzieci. Proszę, by te matki zamieniły wszędzie słowo matka, na ojciec i na odwrót.*Bogdan Wojciszke „Psychologia Miłości”
rejs ojców z dziećmi