zakopywać się w zwr. ndk. + przyim. (przenośny) zakopać się w zwr. dk. + przyim. (przenośny) pogrążać się w zwr. ndk. + przyim. (przenośny) pogrążyć się w zwr. dk. + przyim. On rainy days, the best thing to do is bury yourself in a good book. immerse yourself in sth v expr: figurative (be absorbed) pogrążyć się w czymś zwr Problem jednak jest taki, że zupełnie nie potrafię się tego trzymać. Zaczynam korzystać z jakiegoś narzędzia, które ma mi w tym pomóc i za kilka dni o nim zapominam. Robię listę i po kilku dniach znika gdzieś w czeluściach moich notatek. Look up the Polish to Spanish translation of pogrążyć in the PONS online dictionary. Includes free vocabulary trainer, verb tables and pronunciation function. W jaki sposób można wspierać osoby, które utraciły kogoś bliskiego ? Użyj tych wyrazów: -serce się komuś kraje-komuś jest ciężko na sercu-przejąć się czymś do głębi-ktoś jest sam jak kołek w płocie-pogrążyć się w czarnej rozpaczy Spotkaliśmy się z nim, gdy w 2. tomie Hermiona Granger naprawiła Harry'emu okulary na ulicy Pokątnej. Zostało też użyte przez nią w pociągu, gdy po raz 1. jechali do Hogwartu. Po raz kolejny użyte w 7 tomie, gdy Harry próbował naprawić sobie różdżkę ( co później udało się dzięki Czarnej różdżce ). Repello Mugoletum [edytuj] Serce mi się kraje ,kiedy patrzę na dramat bezdomnych zwierząt. Cięzko mi na sercu ,kiedy patrzę na czyjąś krzywdę. Przejął się do głębi wczorajszym występem. Kasia była dziś na podwórku sama jak kołek w płocie. Wdowa po śmierci męża jest pogrążona w czarnej rozpaczy. . WSTĘP: Można pogrążyć się w bólu Cierpieniem odmierzać godziny I żyć nie żyjąc Ale właśnie te najgorsze chwile są miejscem dawania świadectwa Zapominania o sobie i przypominania o drugim człowieku Bo Wielki Post to wielkie orzeźwienie Ducha zalęknionego budzenie Przemierzanie ulic pozornie bez celu I po krążkach różańca Wspinaczka do niebaNabożeństwo Drogi Krzyżowej jest dla chrześcijanina wielkim dobrem. Dzięki głębokiemu przeżyciu tajemnicy Męki i Zmartwychwstania Pańskiego można mocniej przylgnąć do Miłości, która dla człowieka była i jest nielogiczna i nieobliczalna, bo przechodzi jego wyobrażenie. Ale oprócz tych cech charakteryzuje ją ogromna ofiarność. Ze względu na tę obfitą hojność każdy może wziąć dla siebie tyle, na ile zdoła otworzyć swoje serce. A Bóg jest cichy i pokorny, dlatego zawsze będzie powtarzał: Jeżeli chcesz… Dziś jest szczególna szansa pójścia za Nim, odpowiedzenia na Jego zaproszenie. Czy naprawdę chcesz i czego naprawdę pragniesz? Możesz nie tylko przejść przez kolejne 14. stacji ale zatrzymać się na dłużej w jednej z nich i uczynić ją szczególnym miejscem Spotkania, wyspą modlitwy. Czego Ci najbardziej brakuje, co cię przeraża, jakie uczucia mieszkają dziś w twoim sercu? Proś Matkę Bożą aby zamieniła twoje „nic”, twoje problemy i uzupełniła pustkę serca, wlewając do niego dobre wino. Ona na pewno zauważy każdy twój brak i tak jak w Kanie Galilejskiej powie do Syna: Nie mają wina - a Syn, mimo pierwszego słowa „Nie” odpowie na troskę Jej serca: "Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi”. Trzeba mieć taką wiarę, z jednej strony odważną oraz gotową na ryzyko i jednocześnie być gotowym na odpowiedź: – „Bądź wola Twoja”. Przejdź więc z pokorą ale i nadzieją drogi Jezusowej Męki i otwieraj serce na działanie Łaski, aby mogło napełnić się światłem Zmartwychwstania. STACJA I – PAN JEZUS NA ŚMIERĆ SKAZANY Cóż to jest prawda Zapytał ten co umywał ręce Być może te słowa były początkiem Sumienia albo tego co miało nadejść Kiedy słyszę to pytanie Czym ona jest Otulam szczelniej ciepłem Nikły płomień świecy Jest siła Zamilknijmy prawda i sumienie Zostaną Gdy wszystko przeminieWystarczy przejść się ulicą, wejść do kawiarni, obejrzeć telewizję, włączyć radio bądź porozmawiać z kimś. Wszędzie ktoś pokrzywdzony, sądy, trybunały, słowa, które nie powinny być wypowiedziane. Widzę ludzi ze spuszczonymi głowami, ze łzą w oku, milczących albo krzyczących, potok słów i lamentu. Wieczorem słyszę, że znów gdzieś płonie Kościół, ludzie tracą życie za wiarę, a z gazet wylewa się jad na wartości jakimi żyję. Zasłaniam, oczy i zatykam uszy. Ale to nic nie daje. Nie pozwalają mi patrzeć na Krzyż w urzędach, w szkole, w pracy, reagują z drwiną na moje gesty, które świadczą o tym, że jestem chrześcijaninem. I te powtarzające się pytania: za kim jesteś? Co o tym sądzisz? Albo namawianie do roli Piłata. Zmęczony jestem Jezu. Opieram czoło o chłodną ścianę świątyni i proszę o pomoc, abym mógł przejść to piekło, które zgotowali sobie ludzie na ziemi. Ale pomóż mi też abym sam siebie nie zmierzał w jego kierunku. Abym nie mówił, że jestem skazany na życie w takim a nie innym środowisku , rodzinie, relacjach . Pomóż mi raczej mówić, że jestem wskazany prze Ciebie aby tu żyć, świadczyć i zmieniać świat na lepsze. Że jestem potrzebny ze swoim krzyżem, aby ktoś mógł dzięki mnie przejść przez swoją rozpacz i że moja łza może być solą niosącą komuś pokrzepienie. Naucz mnie Jezu czerpać siły z Twojego świętego milczenia, które jest najpełniejszą odpowiedzią na wszystkie moje pytania. STACJA II - PAN JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWE RAMIONA Mam swój krzyż Jest wyjątkowy bo mój Pasuje idealnie do zagłębień Na moich ramionach Nie jest za wysoki ani za krótki Kiedyś chciałem go zrzucić Pozostały rany i nie chciały się zabliźnić Dopóki nie przytuliłem do niego twarzy Wtedy ktoś czule dotknął Moich pół przymkniętych oczu A później pamiętam już tylko Że otoczyła mnie miłość Robi się coraz trudniej. Idę przed siebie z ciężkim krzyżem i wydaje mi się, że za moment upadnę. Te nieszczere spojrzenia, puste słowa obiecujące pomoc gdzieś w mglistej przyszłości i drwiny. Często zastanawiam się czy moja modlitwa ma sens skoro z dnia na dzień nic się nie zmienia na lepsze, albo myślę, czy to ja zawiniłem i cierpienie jest konsekwencją grzechu, czy może ma tak po prostu być. Kiedy chciałem pozbyć się ciążącego mi balastu, wkładałem mój krzyż na ramiona rodziców, rodzeństwa, przyjaciół. Strugałem takie małe krzyżyki moich trudnych obowiązków, łez, choroby i obarczałem nimi bliskich. I choć niektórzy mi pomagali je nieść to i tak nic się nie zmieniło. Było nawet gorzej i nie umiałem zrozumieć sensu swojej drogi. Z biegiem czasu zdałem sobie sprawę, że dopóki sam nie przeżyję do końca mojego bólu, nikt ani nic nie może go wyrwać z mojego serca. Jedynie Jezus, dzięki któremu wciąż jakoś idę do przodu, bo widzę przede mną w oddali Jego postać i odciskam moje stopy w śladach Jego boskich stóp. Jezu, rozluźnij moje palce zaciśnięte do białości na kielichu, który mam wypić. Napełnij serce odwagą abym mógł iść dalej i spotkać Miłość za kolejnym zakrętem, do którego wiedzie ciemna i wyboista droga. STACJA III – PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM Zły będzie sprawiał że zawsze będziesz „na nie” Czegoś wciąż za mało za dużo Albo nie tak jak byś chciał żeby było Popsuje każdy moment szczęścia Ukrytego w wielkich wydarzeniach ale i w małych Codziennych cudach Ten niedosyt sprawi że zapomnisz o dobru Jakie dają Ci ludzie Nie dostrzeżesz uśmiechu Wyciągniętej dłoni w czułym geście A potem rzuci Cię w rozpaczy na kolana I będzie grał z Tobą w karty o życie Wtedy wystarczy z miłością zawołać do Pana Uwierzyć w sens tego co było i co będzie A wróci radość z bycia Po prostu I (nie) zwykłego czekania Na wschód słońca A jednak upadłem. Tyle starań, modlitw i obietnic składanych Bogu i sobie, a ja potykam się o maleńki kamyk rzucony sprytnie przez Złego. Wiedział gdzie uderzyć, za czym tęsknię i czego mi brakuje. Ugodził w najczulsze struny i wygrał ponownie z moją kruchą wiarą. W tamtej chwili wszystko sprzyjało temu, abym przegrał. Pojawili się nagle jacyś ludzie, którzy usilnie namawiali i o czymś zapewniali, pojawiła się też radość i spokój. Wystarczyła jednak chwila, a to co widziałem, co dawało sercu zadowolenie, pękło ja mydlana bańka. Nie było już tak kolorowo. A huk był potworny. Nagle nikogo przy mnie nie było i zacząłem się bać. Zachwiałem się i upadłem na kolana, chroniąc twarz przed ostrym brzegiem kamienia. Wtedy spojrzałem w górę, na niebo. Ciepłe promienie słońca padały na moje skronie. Mimowolnie sięgnąłem do szyi i poszukałem krzyżyka, który był przyjemnie chłodny. Przyłożyłem go do ust i ucałowałem. Tak o Jezu, mam jeszcze w sobie wiarę i dzięki niej potrafię wstać i zdjąć z siebie brud tego świata. Otrzepać ubranie, pył z sandałów i iść dalej za Tobą. Naucz mnie silniej ufać, abym umiał odróżniać prawdziwe piękno od jego atrapy, żywą wodę Twojego Słowa od fatamorgany na pustyni powstałej przez podstępne działanie Szatana. Jezu, niech Twoje Słowo wypełnia po brzegi moje puste miejsca i mocno się zakorzenia. Abym nie szukał już więcej szczęścia po za Tobą. STACJA IV – PAN JEZUS SPOTYKA SWOJĄ MATKĘ Łaskawa Kielecka, Nieustającej Pomocy, Czarna Madonna Przybierasz Maryjo tak wiele imion Aby każdy znalazł miejsce w Twoich ramionach Kryjesz się w obrazach w ramach drewnianych Posrebrzanych Z zatkniętą różą w rogu Przewieszonym różańcem Jak czyimś rozpłakanym cierpieniem Czy szczęściem Pomódl się dziś proszę Abym zawsze Ciebie dostrzegał Na rozwidleniu moich dróg Przy tej stacji zanurzam się zawsze w morzu Miłosierdzia. Rozmyślam o mojej ziemskiej matce, jak duże ona ma znaczenie w moim życiu. To wszystko co jest we mnie dobrego, szlachetnego i delikatnego posiadam właśnie dzięki niej. Cechy te mogę pomnażać z kolei dzięki mojej Matce Niebieskiej. Ta świadomość sprawia, że czuję się lepiej w każdym cięższym doświadczeniu, kiedy kogoś lub coś tracę, kiedy trzeba pogodzić się z cierpieniem bliskiej osoby. Umiem wtedy wykrzesać z siebie chociaż parę iskier dobra. Staram się ubrać serce w cierpliwość i pokorę i czekam wypatrując otwartych szeroko ramion, szukających mnie niecierpliwie pośród tłumu. Wiem, że mnie znajdziesz Maryjo, chociażbym odszedł daleko od Ciebie i zapomniał o Tobie. To spojrzenie, którego się nigdy nie zapomina przeszywa miłością moje życie i ceruje wszelkie rozdarcia wyszarpane przez grzech i cierpienie. Delikatnie i w milczeniu. Idę więc odważnie do wyznaczonego celu, mimo otaczających mnie nieprzychylnych ludzi i mimo grzechu, który przykleił się do serca. I choć brakuje tej fizycznej ciągłej bliskości z Tobą, wiem, że Ty Matko stoisz w ukryciu przy moim krzyżu z dzbanem zimnej wody. Kiedy dotrę na miejsce obmyjesz mi oczy abym przejrzał i zobaczył to, co chcesz abym widział. Matko, skało cierpliwości i zdroju miłosierdzia – zapal proszę moją lampę pokory. STACJA V – SZYMON CYRENEJCZYK POMAGA PANU JEZUSOWI DŹWIGAĆ KRZYŻ Czasami będziesz odczuwać głęboką samotność Wejdź w nią Zajrzyj do tej studni a zobaczysz gwiazdy Ich blask przeprowadzi przez ponure doliny Czasami odczujesz ogromną nienawiść od ludzi Złóż wtedy dłonie do modlitwy A potem wstań z przygnębienia i zapomnij Oddech wchodzącego słońca pogłaszcze po twarzy Czasami odczujesz bezradność a wokół świat ze szkła Uderz w niego mocną wiarą Nie skaleczysz się żadnym odłamkiem Czasami nie będziesz rozumieć drugiego człowieka Skrzywdzi ominie spojrzeniem Poczekaj na niego Bo teraz on sam siebie nie rozumie A jutro przybiegnie ze słowem słonecznym Chciałbym tak, jak Szymon zarazić się Miłością. Chociaż nie wiadomo co się z tym człowiekiem działo po spotkaniu z Jezusem, to ja mocno wierzę, że po prostu musiał spotkać się z Miłością i wszczepić ją w swoje serce. Przy tej stacji dłużej się modlę bo wiem, że przekaz z niej płynący szczególnie dotyka mojego serca. Pomiędzy poniekąd wymuszoną pomocą Cyrenejczyka, a słowem Łaska, można postawić znak równości. Ten mężczyzna został najpiękniej obdarowany. Zawsze kiedy myślę o różnych sytuacjach z mojego życia, w których mogłem pomóc, a nie zrobiłem tego z różnych powodów, mam ogromne wyrzuty sumienia. Bo wiem, że nie przyjąłem od Boga Łaski, nie umiałem się na nią otworzyć. Mocniej sobie wtedy uświadamiam, że nie żyję dla siebie, ale dla innych. Po to tu jestem, aby świadczyć i dzielić się tym co mam najlepszego. To moje ciągłe odchodzenie od prawdy, ucieczka w głąb siebie jest zawsze ślepą uliczką. Wiem, że dobiegnę do pewnego punktu, a tam będzie wielkie nic, pustka i rozpacz. Szymonie, ty uczysz mnie także tego, że krzyż może przyjść zawsze i wszędzie, i ja będę musiał wtedy jakoś się opowiedzieć. Nie będę dywagować – kiedy?, po co?, dlaczego?, Tylko właśnie tu i teraz. Bez rzeczywistości „teraz” nie ma przyszłości. Nie ma mnie. Nie ma drugiego człowieka. Pomóż mi Jezu wybiec poza mój dom i szukać ludzi, niech Twoja łaska wylewa się do innych serc przez moje dłonie i moje oczy. Stacja VI – WERONIKA OCIERA TWARZ PANU JEZUSOWI Proś i ufaj, że On Cię wysłucha ufaj, prosząc o miłosierdzie bądź miłosierny dla innych zapominając o sobie usiądź z Nim i po prostu bądź pogadaj jak z przyjacielem a potem idź do ludzi aby ich pocieszać i mówić z nimi o Miłości bo Słowo ma moc szczególnie to Boże a ludzkie kiedy jest dobre odbija refleksy niebieskiego ŚwiatłaKolejny odcinek drogi Męki Jezusa, a ja już opadam z sił. Jak to dobrze, że jest właśnie taki przystanek, na którym mogę spotkać dzielną kobietę, usilnie dążącą do wyznaczonego sobie celu. Był ból, musiało być i pocieszenie, była na twarzy krew, musiało być koniecznie delikatne dotknięcie rany. Po prostu coś złego się działo i trzeba było jakoś zareagować. Kiedy patrzę na tę scenę, staję się malutki, kulę się w sobie. Ale z drugiej strony każdego roku coraz więcej się uczę. Weroniko, gdy na ciebie patrzę widzę Miłość, która jak taran toczy się przez rozkrzyczany tłum ludzi, toruje sobie drogę i rozpala ogniem przy Jezusie. Widzę jednak coś jeszcze. Coś, co mi daje mocny zastrzyk energii i popycha do działania. Przecież tobie nic się nie stało. Mogłaś zginąć, mogli cię wychłostać, wyzwać, a jednak nic takiego się nie stało. Ten moment wycierania cierpienia z oblicza Jezusa trwał kilka dobrych chwil i to wystarczyło, aby twój pospiech i odwaga stały się najpiękniejszą modlitwą zaniesioną do Boga. Głupio mi teraz. Bo gdy wspomnę sobie moją modlitwę to wiem, że nie zawsze byłem w tym względzie czysty. Kilka razy wolałem modlić się w samotności, zaniedbując w tym czasie kogoś, kto mnie potrzebował. Po czasie przychodziła refleksja. Czym jest modlitwa? Przecież nie tylko słowem, ale także czynem, poświęceniem, czujnością i pamięcią o drugim człowieku. Pomóż mi Jezu, aby moja modlitwa zbierała też szepty innych ludzi, abym był zawsze tam, gdzie być powinienem. STACJA VII - PAN JEZUS PO RAZ DRUGI UPADA POD KRZYŻEM tak zupełnie za nic uwalniasz od kajfaszów judaszów piłatów a ja wspinam się po pocałunkach srebrnikach do miejsc które mam tak naprawdę i miejsca mnie mają do końca Tym razem Zły nie rzucił we mnie małym kamyczkiem, ale kamieniem, który przygniótł mnie w najmniej spodziewanym momencie. Potem posypała się już cała lawina. Kiedy byłem pewny siebie, wydawało się, że wszystko układa się dobrze, dostałem mocne uderzenie w serce. Nie było to miłe uczucie. Szatan nie musiał tym razem robić podchodów, bo wiedział, że byłem słaby i wiedział gdzie mnie może celnie i boleśnie ugodzić. Przegrałem na całej linii. Ale tak sobie teraz myślę, z dystansu czasu, że zawsze są jakieś plusy nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji. Jezus pochyla się, bada grunt i każde zło umie zamienić w coś dobrego. Już wiele razy dał mi to odczuć. Wtedy kiedy upadłem w sobie, kiedy upadła we mnie miłość, modlitwa, wiara - nagle pojawiał się przy mnie i patrzył w moje oczy jak przyjaciel. Ja jednak często brnąłem dalej, a każdy mój upadek powodował wiele innych i jak kostki domina upadali przeze mnie inni ludzie. Ty jednak Jezu nie dawałeś za wygraną i z trudem podnosiłeś się w moim sercu, lepiąc je na nowo, delikatnie, z wielką czułością. I tak sobie teraz myślę, klęcząc w świątyni i adorując Ciebie w drugim upadku, że czuję większą siłę do stawiania oporu słowom, jakie co dzień rzuca mi w twarz świat. Dlatego, kiedy znów będą krzyczeć, że: strach, że ból, że samotność, ze fałsz, odpowiem im: że miłość, ze przebaczenie, że wiara, że moc, że modlitwa, że życie. Spróbuję. Jezu, pomóż mi zbudować z kamieni, które ugodziły w moje serce i przeze mnie w serca moich braci, ołtarz. Aby przypominał mi, że życie to ciągłe pokonywanie swoich ograniczeń i składanie ofiary z siebie. STACJA VIII - PAN JEZUS POCIESZA PŁACZĄCE NIEWIASTY Bo musi być sens że boli że zmęczone oczy godziny łzą rozpisane w czarno białe tęcze przecież czas miłosierny kiedyś rozplącze boleśnie zawiązane rany doleje oliwy do gasnącej lampy Za dużo w moim życiu rozproszeń i skupianiu się na innych. Na tym co kolega, sąsiad, brat robią ze swoim życiem. Z kim się spotykają, jak żyją i jakimi są chrześcijanami. Ile zbędnych słów padło z moich ust w odniesieniu rzeczy i sytuacji, na które nie mam wpływu. Tak, krytykować można wszystkich a o sobie zapominać. Bo tak luźniej, wygodniej. I jakoś barwniej kiedy żyje się życiem innych. I ból tak nie boli, a wiążące decyzje odchodzą na dalszy plan. Co rok, przy tej właśnie stacji obiecuję sobie, że większą uwagę skupię na sobie samym. Pomagają mi w tym wydarzenia, które często z trudem przeżywam, ale zawsze patrząc na nie z dystansu widzę, że w moim sercu działo się wtedy coś ważnego, czego nie pomoże mi zrozumieć żaden człowiek. Że właśnie wtedy budziłem się do prawdziwego życia. A kiedy już naprawdę było beznadziejnie przypominałem sobie słowa z Księgi Mądrości: Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. Muszę więc dać się wypalić ogniem Bożej miłości, aby moje serce nabierało piękniejszego kształtu. I wiem, że dopóki ja nie zapłaczę nad swoim grzechem i nie przejdę godnie mojej drogi krzyżowej, nie zrozumiem innych. Dopóki moja miłość do siebie nie zostanie przeze mnie podniesiona z ziemi, nie podniosę i innych. Dopóki nie zapalę iskry w swoim sercu nie rozpalę jej w sercach potrzebujących. Męka Jezusa jest dla mnie przykładem. On każdym swoim upadkiem podnosił innych, ocierał łzy, całował zatroskane czoła. Co to za paradoks. A jednak. I nie upadał po to, abym nad Nim płakał, ale po to abym dostrzegł w Nim Zbawcę, a w sobie godność człowieka. Ty Jezu powiedziałeś – Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Pomóż mi więc ożywiać w sobie miłość własną, dostrzec w sobie godność bożego dziecka, abym mógł szanować każdego człowieka. STACJA IX – PAN JEZUS UPADA POD KRZYŻEM PO RAZ TRZECI Miłość podnosiła się z mozołem Wspinając do nieba Po drodze zgarniała obfite żniwo Ludzkich uczuć i przeczuć Rozsypała łzy jak ziarna Dotąd niczyje i obumarłe I w górę strzelały z nich Dawno już wyczekiwane słowa Pocieszenia Kiedy trwam przy Jezusie podczas trzeciego upadku przychodzi mi na myśl tylko jedno słowo – Tajemnica. Gdyby nie to wydarzenie z Drogi Krzyżowej pewnie bym nigdy nie wstał z mojego upadku. On był już po ludzku tragiczny. Nawet nie wiedziałem kiedy to się stało, bo za bardzo byłem rozluźniony, pewny siebie. Zdałem sobie z niego sprawę dopiero wtedy, kiedy obudziłem się w miejscu ciemnym i smutnym. Pustka z każdej strony, totalne opuszczenie. Szatan już nie celował we mnie kamyczkami , nie przygniótł serca głazem, tylko zamieniał je w głaz. Kamieniało mi wnętrze, kamieniało mi ciało. Leżałem tak sam nie wiem gdzie i ile czasu do momentu ,aż poczułem delikatny dotyk ciepła na moim ramieniu. To Jezus podnosił się w tym momencie z trudem i grymasem cierpienia na twarzy. I ja poczułem nagłe szarpnięcie. Wstałem, bo poruszyło się w moim sercu dobro zasiane kiedyś przez modlitwę, a Miłość znalazła sposób aby do mnie dotrzeć. Ona zawsze wygrywa, kiedy znajdzie chociaż jedną małą iskrę zapodzianą gdzieś na dnie ludzkiej duszy. Ona podniesie tych, co już nie widzą dla siebie ratunku, zaskoczy nagłą przemianą. Miłość podniesiona w trzecim upadku jest piękna. Jest świadectwem na to, że koniec może być początkiem, że nadwiędnięte listki zazielenią się, a krzyż zamiast ciężarem może być podporą. Trzeci upadek jest przedsmakiem Zmartwychwstania. Jezu pomóż mi abym moją pewność zamienił w niepewność i każdego dnia podnosił w sobie Twoje Słowo, które jako jedyne poprowadzi do życia. STACJA X – PAN JEZUS Z SZAT OBNAŻONY Szata rozdarła się Z jękiem Jezus stał jednak niewzruszony Obleczony w światło I zasłaniał sobą Wstyd upokorzonych To już dziesiąta stacja, a mnie wydaje się, że dwudziesta albo trzydziesta. Może dlatego, że odczuwam właśnie przy niej większy ciężar, bo przypominają mi się najboleśniejsze wydarzenia z mojego życia. Pamiętam jak kiedyś mocno komuś zaufałem , odsłoniłem moje wnętrze, a ten ktoś sprawił mi potężny zawód. Długo nie mogłem się z tego otrząsnąć. Ale czy miłość kalkuluje? Pyta o to co się opłaca, a co nie. Czy nie zatraca się w oddaniu? Odkrywa się, zdejmuje szaty wstydu, strachu i staje się taka bardzo krucha, podatna na najmniejszy dotyk bólu. Dlatego staram się chronić ją, osłaniać rękoma i zasłaniać przed złem, aby jej płomień nie został zbyt wcześnie przygaszony. A siłę czerpię od Ciebie Jezu. Ten przystanek na Twojej drodze musiał najbardziej Cię zranić. Dlaczego obdzierali Cię z jedynej szaty jaką miałeś? Przecież mieli już wszystko. Oskarżyli, upokorzyli, opluli i wiedli na śmierć. Chcieli upodlić Cię ostatecznie. Zobaczyć jaki jest naprawdę ten, kto Bogiem się nazywa, czy ma inne ciało, jak zareaguje. I tak do dziś dnia widzę jak obdziera się z Ciebie szatę Miłosierdzia, pokory, łaskawości po to, aby zaspokoić ciekawość, aby się zemścić, wzbogacić. Ale po tym wszystkim zawsze nadchodzi gorzka świadomość, że zraniona Miłości nie umiera. Że nie da się jej zabić i zapomnieć. Ona będzie krwawić i niepokoić, dopóki się nie zabliźni. Mam w sobie kilka takich blizn i dotykam ich z pokorą, bo gdyby nie Ty Jezu, pozostałyby mi otwarte rany. Miłość odkrywa się bez szemrania, bo nie ma nic do ukrycia i potrafi się poświecić do końca. Będę się starać przyjmować każde takie wydarzenie z pokorą oraz o to, aby pod moją szatą nie znaleziono nic, co mnie upokorzy, co będzie świadczyło o mojej wewnętrznej brzydocie. Jezu zasłaniaj mnie szatą godności dziecka bożego kiedy ludzie będą odsłaniać moje człowieczeństwo. STACJA XI – PAN JEZUS PRZYBITY DO KRZYŻA Wbijają gwoździe strachu, nienawiści, Grzechu i ciekawości Jezus wszystkie przyjmuje Aby zanieść do Ojca I prosić o zbawienie Dla nich Kiedyś ukrzyżowałem sam siebie, wbijając we własne serce oścień grzechu, a innym razem ktoś roztrzaskał we mnie spokój i bezpieczeństwo. Wbijali we mnie nienawiść , drwinę, upokorzenie, skazując na długie godziny przebywania na Krzyżu. Tam miałem wiele czasu na zastanowienie się nad moją sytuacją i przewartościowaniem własnego życia. Doświadczenie wszczepienia w Krzyż pokazało mi, że jest to czas kiedy ja już nic nie mogę. Że wtedy trzeba zamilknąć, ubrać się w pokorę i cierpliwie czekać. To kluczowy moment wyboru klęski albo zmartwychwstania do nowego życia. Innej drogi, pośredniej, niestety nie ma. W chwili totalnej bezradności rozcieńczałem swój ból w bólu Chrystusa. Wtedy w Jego Krzyż wsiąkły moje łzy, pot, wysiłek. Bo przecież kiedyś to ja nasiąknąłem Jego Męką do szpiku kości, kiedy narodziłem się z wody do życia. Często w momencie próby czytam sobie zdanie z 2 Listu do Koryntian : Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Jak to dobrze, że nauczyłem się nie omijać Krzyża. Kiedy chciałem iść drogą na skróty, mocno się poraniłem. A na mojej Golgocie odzyskałem radość i nadzieję. Bo tylko tam usłyszałem głos Pana bez zniekształceń i oddałem Mu to, czego obawiałem się stracić. Jezu niech każdy gwóźdź wbity w moje ciało przybija mnie mocniej do Ciebie. STACJA XII - PAN JEZUS UMIERA NA KRZYŻU Miłość zmierzała w kierunku na Krzyża Słabło jej ciało We wnętrzu jednak tętniło dobro Rozsadzało serce Kiedy tak bardzo chciało zrobić w sobie miejsce Dla każdego Pękło Posypały się z Krzyża iskry bożej miłości Zapalając nadłamane knotki, Nawadniając spaloną glebę Otworzyło się serce Boga -człowieka na cały świat. Przebite włócznią po to, aby ludzie uwierzyli, że mają Ojca. Że mogą od teraz mieszkać w Nim, rozbić bezpiecznie swój namiot. Abym do końca uwierzył musi umrzeć we mnie umrzeć stary człowiek. To co mnie zatrzymuje w drodze do Miłości i drugiego człowieka. Wiele planowałem, marzyłem i układałem życie po swojemu i jak się to zazwyczaj kończyło? Fiaskiem. Tylko dlatego, że nie godziłem się na umieranie, oddawanie cząstki siebie dla świata. Ta stacja to dla mnie czas modlitwy o dar odwagi, do radykalnych cięć w moim życiu. Niech gasną złe namiętności, lenistwo, nałogi, lekkomyślność, gniew i rodzą się z nich nowe rzeczywistości. Kiedy zgodzę się z Twoją wolą Boże, to otworzy się w moim sercu kanał, przez który wpłynie żywa woda -Twoja Łaska. Odwracam więc moją twarz w kierunku Jerozolimy i idę ucząc się wierzyć, że ci, którzy mnie chcieli wgnieść w ziemię, zdeptali, stali się nie wiedząc o tym zaczynem życia. Tak jak Ty Jezu kiedy szedłeś z Krzyżem na ramionach, z każdym krokiem coraz bardziej umierałeś, rodząc się jednocześnie dla nieba. Straciłeś swoje ziemskie ciało, które wcześniej już podzieliłeś w wieczerniku, aby nikt nie był więcej głodny. Naucz mnie Jezu umierać dla innych i karmić ich Twoją Ewangelią. STACJA XIII - ZDJĘCIE Z KRZYŻA CIAŁA PANA JEZUSA Śmierć przegląda się w życiu A życie w śmierci Z tego przenikania rodzi się Miłość Drzewo o mocnych korzeniach I wiosennych listkach Nie zatrzymasz tego tańca życia i śmierci Z martwych powstawania Stoję pod Krzyżem Jezusa i obserwuję moment zdjęcia Jego Ciała wprost w ramiona Matki. Historia zatoczyła koło. W Maryi wzrastał Jej Syn, później spoczął w jej dłoniach i pokazała Go całemu światu aby w końcu przeprowadzić swoje dziecko przez bramy śmierci. Przyjęła wszystko – i to co piękne, i to co bolesne. Zawsze z boku, z tęsknotą wyrytą na obliczu, ze zgodą na dzielenie się Jezusem z innymi. Od tamtej pory Maryjo przez Twoje dłonie przeszedł niejeden człowiek. Rodził się dzięki Tobie i umierał przy Tobie. Dlatego wiem, że i ode mnie przyjmiesz to, co jest moim krzyżem. Składam więc w Twoje ramiona moje życie. Przytul je proszę i opatrz wszystkie rany. Składam mój egoizm, pychę, lenistwo i gniew. I wierzę, że kiedyś zdejmiesz mnie z Krzyża i poprowadzisz do życia. Przy tej stacji modlę się gorąco o Ducha męstwa, abym umiał wytrwać do końca w godzinie próby. Nie zdezerterował. Abym ucałował moje drzewo boleści i był świadkiem wypuszczania prze nie młodych pędów. Chcę Cię Jezu przy tej stacji szczerze uwielbiać . Nie słowami, datami, którymi wypełniłem terminarz, ale w moim stawaniu się Słowem. Aby przewracano kartki mojego życia, czerpiąc z niego nadzieję i pokój. Jezu wlej w moje serce taką ufność, abym zawsze umiał z wysokości Krzyża rzucić się bez oporów w przepaść Twojej Miłości. STACJA XIV – ZŁOŻENIE DO GROBU CIAŁA PANA JEZUSA Już cicho jest Bezpiecznie Święte odpocznienie Krzyż wywyższył człowieka Który łaknął chleba I nie wiedział że w nim pustka była Co pragnęła jedynie Boga i nieba Kiedy adoruję Twój grób Jezu, robię rachunek sumienia, bo przy tak radykalnym ukazaniu miłości boskiej do człowieka, potrzeba mi dziś zmuszać się do głębokiej refleksji. Pytam więc siebie - jaka była moja miłość? Często niecierpliwa, nie łaskawa, szukała poklasku, pamiętała wyrządzone zło, zazdrościła, unosiła się gniewem, szukała złego. Ale teraz zaczyna się nowe. Dałeś mi Panie ten czas odpoczynku , tę chwilę Twojego przebywania w grobie, abym mógł odetchnąć i nabrać Ducha. Zdjąć z siebie szaty starego człowieka i przyoblec się w Światło. Czuję się tak, jakbym zdjął z ramion przerażająco ciężki plecak pełen kamieni, przysiadł na szczycie góry i wypatrywał wschodu słońca, które ogrzeje mi zmęczone skronie. Właśnie teraz zaczynasz mnie Jezu zbawiać - od samego siebie, od drugiego człowieka. Zbawiać świat od niepokoju, strachu i ludzkiej logiki. Otwierać groby Słowa Bożego, które szczelnie pozamykano. Słowo to usuwane z urzędów, miejsc pracy, z domów po długim milczeniu przemówiło. I przyoblekło się w uwielbione Ciało, aby znowu zbliżyć się do człowieka, dać sobie włożyć rękę w bok, odsłonić swoją boskość do końca. Aby tym ,co uwierzyć nie mogą dać nowe życie i wyprowadzić ich z ciemności zalegających w ich spuchniętych z bólu sercach . Napełnij Jezu moje oczy światłem radości Zmartwychwstania abym mógł być tym światłem dla innych. ZAKOŃCZENIE: To wszystko musiało się właśnie tak skończyć. Grób zasypany nienawiścią i ludzką nędzą, przywalony głazem, aby miłość nie drażniła już więcej, aby sumienie przestało niepokoić. Na nic to wszystko się zdało, bo Krzyż ugiął się pod ciężarem Boga człowieka, rozpękł się światłem Zmartwychwstania. Ziemia nie zdołała Go zatrzymać, natomiast narodziła uwielbione Ciało, nowe Życie. Spulchniona krwią niewinną i Miłością wydała plon obfity z ziarna wdeptanego w nią z nienawiścią stopami grzeszników. Już wszystko przygotowane – był zasiew, są plony i tylko od ciebie zależy, co dalej z tym darem zrobisz. Czy przyjmiesz Jezusa w Hostii i uczynisz Mu dom ze swojego serca, aby wzrastał w nim i w tobie powodował wzrost. Czy ponownie zamkniesz Go w grobie i wprowadzisz na kalwaryjskie ścieżki, aby mógł wyprowadzić cię z ciemności. Jezus kieruje więc do ciebie ponownie takie słowa: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście”. Co wybierzesz? Trudno jest być konsekwentnym w dobrym wyborze, ale przeżywając swoje Życie z Tym co śmierć zwyciężył, wszystko jest możliwe. tekst: Anna Nogaj Czy Twoje życie pełne jest trudnych emocji i nie wiesz, jak masz sobie z nimi poradzić? Czy jesteś na skraju wyczerpania psychicznego? Czy jesteś w takim momencie życia, że nie jesteś w stanie dojrzeć dla siebie nadziei? Życie bywa trudne, a różnego rodzaju niespodziewane zdarzenia jeszcze bardziej mogą je pokomplikować. Jedno jest pewne – nie jest łatwo… Życie może naprawdę mocno się zagmatwać i tylko od nas samych zależy, co dalej z tym zrobimy. Mamy dwie opcje. Możemy pozostać w miejscu i użalać się nad sobą. Możemy też pójść do przodu i odszukać drogę, która ułatwi nam, choć w jakimś stopniu, tę wędrówkę. Wszystko zależy od tego, co chcemy dla siebie i jak bardzo zależy nam na tym, aby przejąć sprawstwo nad swoim życiem. Pewne jest to, że to Ty decydujesz. Nikt inny, tylko Ty. Dlatego dzisiaj przychodzę z kolejną propozycją książki „WYZWANIE STOIKA. Jak dzięki filozofii odnaleźć w sobie siłę, spokój i odporność psychiczną” autorstwa Williama B. Irvine (link do książki >TUTAJ<), która w bardzo fajny, a zarazem prosty sposób przedstawia, co warto zrobić, aby przejąć kontrolę nad swoimi myślami. Jest to publikacja pełna zdumiewających historii, które nie tylko podtrzymują na duchu, ale również odbudowują nadzieję. Autor na podstawie swoich doświadczeń i historii mniej lub bardziej znanych ludzi pokazuje, co można zmienić w dotychczasowym sposobie myślenia, aby odnaleźć spokój i upragnioną siłę do życia, a jednocześnie zbudować odporność psychiczną. Bazuje na swoim osobistym podejściu do filozofii stoicyzmu i wielokrotnie w tekście odwołuje się do dorobku najbardziej znanych stoików. Jak sam pisze: „Stoicy zdali sobie sprawę, że dysponujemy sporą elastycznością przy interpretowaniu sytuacji, jakich doświadczamy. Odkryli, że uznając komplikacje życiowe za próbę charakteru, możemy diametralnie zmienić swoją reakcję emocjonalną. Mówiąc konkretniej, możemy nauczyć się zachowywać spokój nawet w obliczu bardziej poważnych problemów, a to z kolei w istotny sposób może przełożyć się na jakość naszego życia.” Według Williama B. Irvine dzięki zaproponowanym przez niego strategiom można ćwiczyć się w tym, co jak on sam określa stoicyzmem na miarę XXI wieku. Co ciekawe wielokrotnie zestawia on rady udzielane przez filozofów stoickich z I wieku z badaniami przepracowanymi przez psychologów końca wieku XX. Niezwykle ciekawe spostrzeżenia i porównania skłaniają czytelnika do głębokich refleksji. A dodatkowo znajdziesz w książce… W jaki sposób zmienić sposób patrzenia na pojawiające się problemy i komplikacje życiowe? Przede wszystkim warto przejąć odpowiedzialność za swoje życie i spojrzeć nieco z dystansu na to, jak patrzymy na pojawiające się komplikacje. Nie wszystko musi być od razu beznadziejne i tragiczne. A nawet jeśli takie jest, to my nie musimy w takim poczuciu trwać. Choć bywa, że emocje rządzą się swoimi prawami, to i tak mamy prawo się do nich odnieść. A co najważniejsze nazwać je po imieniu i spróbować się do nich zdystansować. Tak więc, gdy zaczniesz obserwować, jak wpływają na Ciebie trudne emocje, dojdziesz do ważnych, a niekiedy zaskakujących wniosków. Jeśli odczuwasz taką potrzebę – możesz posłużyć się dziennikiem, w którym będziesz opisywać swoje emocje, a następnie myśli, które je pobudzają, a które wyciszają. Bowiem prawda jest taka, że możesz więcej niż Ci się wydaje. Nawet jeśli mowa o emocjach. Możesz nauczyć się je nazywać, a potem za sprawą myśli i działań niwelować czy zmieniać. Kolejną zmianę, którą warto wprowadzić do swojego życia jest nauka traktowania pojawiających się komplikacji jako wyzwań. Już samo odejście od słowa „problem” odciąża bagaż emocjonalny. A wszystko dlatego, że słowa bywają równie mocno nacechowane trudnymi emocjami jak określone zachowania. Co Ty na to, aby zastąpić słowo „problem” słowem „wyzwanie”? Zamiast mówić: „Mam problem.” spróbuj rozpatrzyć określone zdarzenie słowami: „Mam wyzwanie.” W tym celu również możesz posłużyć się dziennikiem i notować to, co przychodzi Ci do głowy, gdy zaczynasz patrzeć na wszelkie przeciwności w kategoriach wyzwania. Opisz, co czujesz i jak widzisz to w przyszłości. Warto też pamiętać o tym, aby nie pozwolić wmówić sobie, że to co człowiekowi się przytrafia na pewno spowoduję utratę zdrowia psychicznego. Nie każda trauma będzie kończyć się problemami psychicznymi, a ci którzy próbują Ci to wmówić są w błędzie. Nie słuchaj ich. Każdy człowiek nosi w sobie wrodzoną odporność psychiczną, która przez takie komentarze może zostać obniżona. Odporność psychiczna jest w Tobie. Urodziłeś/aś się z nią. Jeśli potrzebujesz wsparcia to poproś o nie, ale jeśli ktoś Ci próbuje wmówić, że bez jego pomocy sobie na pewno nie poradzisz, to proszę nie wierz w te słowa. Każdy z nas jest inny i nie możemy narzucać nikomu czegoś co może u niego nie wystąpić. Nawet jeśli działamy w dobrej wierze, to warto pamiętać, że słowa mają ogromną moc. Innymi słowy, odporność psychiczną umacniamy poprzez doświadczenia życiowe, a osoby, które próbują nam wmówić, że tak się nie dzieje, że po określonym zdarzeniu musisz popaść na przykład w depresję, to są w ogromnym błędzie. Nie pozwól, aby ich opinia stała się Twoją rzeczywistością. „Tobie bowiem nikt nie wyrządzi krzywdy, jeżeli Ty sam tego nie zechcesz, a wtedy i tylko wtedy doznasz na sobie krzywdy, kiedy Ty sam sobie uroisz, że ktoś krzywdę Tobie wyrządza.” ~Epiktet Jak zwiększyć odporność psychiczną? Autor William B. Irvine w swojej książce „WYZWANIE STOIKA. Jak dzięki filozofii odnaleźć w sobie siłę, spokój i odporność psychiczną” zwraca uwagę na kilka bardzo istotnych kwestii, jakie warto zastosować w procesie umacniania odporności psychicznej. Jedną z nich jest możliwość posiłkowania się wieloma formami interpretacji, czyli wieloma, różnymi ramami, w które możemy oprawić problem, a raczej wyzwanie 🙂 Warto wypracować w sobie następujące ramy interpretacyjne: rama konkurencyjnych zobowiązań – można ją zastosować w momencie, gdy pojawia się rama obwiniania, czyli taka, która podpowiada Ci obwinić wszystko i wszystkich za to, co Cię spotkało. Na przykład, gdy masz w sobie poczucie, że ktoś Cię oszukał możesz pójść w kierunku ramy obwiniania i oskarżyć wszystkich o oszustwo. Ale możesz też posłużyć się nową ramą i podejść do sprawy w kategoriach, że każdy jest uwikłany w jakieś zależności i nie wszystko jest tak oczywiste jak się mogło wydawać. W ten sposób uwolnisz się od trudnych, narastających emocji; rama narracyjna – tą ramą możesz się posłużyć, gdy Twoje życie się skomplikuje, gdy zdarzy się coś co mocno to życie nadszarpnie. Ty wybierasz narrację, jaką będziesz się kierował/a. Możesz narzekać i obwiniać, ale możesz też spojrzeć na to, co Cię spotyka jako coś co Cię zahartuje. Tak więc, kiedy Twoje życie się skomplikuje, pomyśl, jak w przyszłości będziesz chcieć o tym opowiadać. Możesz stworzyć motywującą powieść, albo też pogrążyć się w bólu i rozpaczy tworząc historię pełną zgrozy. Wybór należy do Ciebie; rama komiczna – ta rama jest pełna uśmiechu i śmiechu. A jej rolą jest możliwość obrócenia komplikacji w ciekawy żart, czyli potraktowanie z humorem trudnych zdarzeń. Tak więc, jeśli zdarzyło się coś na co nie masz wpływu, to proszę spróbuj podejść do tego z humorem. Jednak nigdy nie uciekaj w zaprzeczenia. Nie z wszystkiego można się śmiać; rama gry – tą ramą możesz się posłużyć w czasie działania. Jest ona pewnego rodzaju metaforą bycia w grze i rozkładania tak pionków, aby dopomóc sobie. Nigdy nie wiemy, jakie los podrzuci nam karty, ale zawsze mamy prawo zagrać tą talią kart w zgodzie ze sobą; rama stoickich prób – ta rama dotyczy tego o czym pisałam nieco powyżej – traktowania problemów, jako wyzwań. Autor podpowiada, aby potraktować przeciwności losu, jako prawo do działania, do poszukania rozwiązań. Jeśli na swojej drodze napotkasz kłody, to zrób coś z nich. Poszukaj rozwiązań. Wyżej wspomniane ramy nie są ucieczką, czy zaprzeczaniem rzeczywistości. Jeśli w Twoim życiu wydarza lub wydarzyło się coś co godzi w Twoje prawa, to proszę uczyń wszystko, aby zatroszczyć się o siebie. Ramy nie wykluczają działania w swojej obronie. Nie są też metaforą blokady – bowiem one nie odbierają Ci prawa do podjęcia takich kroków, aby w przyszłości zapobiec podobnym zdarzeniom. One mają jedynie pomóc w dłuższej perspektywie poradzić sobie z ciężarem emocjonalnym. Inaczej mówiąc, korzystając z powyższych ram zyskujemy narzędzie do pracy nad trudnymi emocjami. Dzięki innej interpretacji jesteśmy w stanie gruntowanie zmienić reakcję emocjonalną. Co w dalszej konsekwencji rodzi większą swobodę. Przyjmowanie odpowiedniego nastawienia może wzmocnić, dzięki czemu łatwiej będzie nam działać w obliczu kolejnych przeciwności. A dodatkowo w książce znajdziesz kilka słów o tym, jak radzić sobie z porażkami oraz jak poszerzać swoją strefę komfortu, którą autor sam nazywa treningiem odporności. Bo prawda jest taka, żeby zahartować się emocjonalnie musisz zmierzyć się ze swoim lękiem i gniewem. Idąc pod wiatr w którymś momencie przestaniesz czuć jego siłę, a Twoja wewnętrzna moc stanie się naturalna i normalna. Krótko reasumując, dzięki wyżej wspomnianej książce czytelnik zrozumie, czym jest i jak osiągnąć stoicki spokój. Coś nieosiągalnego stanie się bardziej realne i tym samym osiągalne. A co najważniejsze, zyska zestaw narzędzi do pracy nad katastroficznymi myślami i trudnymi emocjami. Jeszcze raz gorąco polecam. Jeśli będziesz mieć chwilkę, to proszę daj znać poniżej w komentarzu, w jakich sytuacjach udaje Ci się osiągnąć spokój? Co pomaga Ci uporać się z trudnymi emocjami? Czekam na wieści od Ciebie. Autorka: AGNIESZKA ZBLEWSKA ODSZUKAJ RADOŚĆ W KILKU SŁOWACH - CZYTAJ i UCZ SIĘ DZIENNIK MIŁOŚCI WŁASNEJ „DZIENNIK MIŁOŚCI WŁASNEJ” to e-book dla każdego, kto chce zacząć siebie kochać. To propozycja dla wszystkich którzy pragną patrzeć na siebie oczami szacunku, zrozumienia, akceptacji i wdzięczności ❤❤❤ (więcej…) CZYTAJ ELIKSIR PEWNOŚCI SIEBIE ELIKSIR PEWNOŚCI SIEBIE, czyli jak pokonać wewnętrzne i zewnętrzne blokady? Istnieją takie momenty, w których z wielkim cierpieniem na duszy wątpimy w siebie. Nie czujemy się zbyt dobrze we własnej skórze, odczuwamy ucisk w gardle, nogi odmawiają posłuszeństwa, a serce zbyt szybko zaczyna bić. Człowiek sam ze sobą czuje się źle. A wszystko z powodu kulejącej pewności siebie, która daje o sobie znać, w takich momentach, które są dla nas nazbyt obciążające. Dlatego postanowiłam napisać książkę, która dokładnie zobrazuje, jak stać się pewnym siebie człowiekiem. (więcej…) CZYTAJ Źródła braku pewności siebie, czyli skąd u ludzi niskie poczucie wartości? „Źródła braku pewności siebie” to e-book dla każdego, kto chce wziąć pewność siebie w swoje ręce i podjąć decyzję, co dalej powinien z nią zrobić. To nade wszystko źródło schematów głęboko zakorzenionych w podświadomości. To prawda o tym skąd u ludzi niskie poczucie wartości, jak również o tym, co wpływało i wpływa cały czas na naszą pewność siebie. W e-booku: (więcej…) CZYTAJ TOXIC 2, jak poradzić sobie z miłością, która Cię niszczy? Toksyczna więź… Coraz bardziej świadomi, a jednak wciąż tak bardzo nieświadomi… Niestety wciąż zbyt wiele osób tkwi w toksycznych relacjach, całkowicie rujnując swoje zdrowie psychiczne. Nazbyt wiele osób wciąż nieświadomie oddaje swoje życie w ręce wampira emocjonalnego. Traci wszystko – szczęście, radość, poczucie bezpieczeństwa, spokój, swoje prawa, zdrowie i to wszystko w imię zasad, które zostały zbudowane przez toksycznego wampira. Jednak w życiu każdego z nas przychodzi taki moment w których pragniemy tylko jednego – wolności i rozumienia… Czy należysz do tych osób? (więcej…) CZYTAJ TOXIC, jak sobie radzić z osobami, które utrudniają Ci życie? Emocjonalnie wykorzystani… Emocjonalny wampir to szantażysta o wielu twarzach. Gra i wykorzystuje – owija sobie nas wokół palca i nawet nie wiemy kiedy, a już zachowujemy się tak, jak on sobie tego życzy. To nie Twoja wina!!! Emocjonalny szantażysta to cholerny manipulator – wykorzysta wszystko i wszystkich, by zdobyć to, co jest mu w danej chwili potrzebne. W nosie ma uczucia innych – najważniejsze to podbudowanie własnego ego… Najtrudniejszy moment naszego życia to ten, w którym w końcu zdajemy sobie sprawę z faktu, że ta osoba nas krzywdzi. Ciągła krytyka, obgadywanie, niedorzeczne plotki, brak szacunku, obojętność ze strony bliskich… Odczuwasz to u siebie w życiu? (więcej…) CZYTAJ CZARNA KSIĘGA PERSWAZJI Sztuka perswazji to sposób na życie… Choć mylona z manipulacją, to jednak jest bardzo daleka od tego postępowania… Perswazja to sposób przekonywania do własnych racji bez wpływu na zdrowie innej osoby. Pomaga dojść do konsensusu poprzez dyskusję zainteresowanych stron nad zaistniałym problemem – tym samym otwiera drogę do jego rozwiązania. Jest również nieodzownym czynnikiem łagodzącym wszelkie kłótnie, czy spory. Należy pamięć, że perswazja nie polega na zmuszaniu, jak to lubi robić manipulacja. Perswazja nigdy nie jest powiązana z kłamstwem, czy mówieniem nieprawdy. Skupia się przede wszystkim na argumentowaniu danych twierdzeń i postaw w sposób rzeczowy i kompetentny. …ale dość z teorią… Czas zobaczyć, czego nauczy nas CZARNA KSIĘGA PERSWAZJI… Publikacji pomoże przede wszystkim opanować bezcenne techniki życia wśród wielu różnych osobowości… (więcej…) CZYTAJ DEPRESJA NIEWIDZIALNY WRÓG DEPRESJA WCIĄŻ OBECNA… Do tej pory na temat depresji powstało wiele książek, jednak wszystkie „jakieś takieś”… Niby służą pomocą, a wciąż zbyt wiele w nich skomplikowanych terminów… Zbyt mało poradników – zbyt mało prostych przekazów… Dzisiaj chcę Ci przedstawić pozycję, która jest daleka od medycznych nierozumianych słów. Nie znajdziesz tu nic trudnego do zrozumienia. Ta książka jest napisana, by służyć i pomagać – ma zwiększyć świadomość samego chorującego, jak i jego najbliższych, którzy walczą razem z nim. (więcej…) CZYTAJ ZBURZĘ TEN MUR CZAS NA ZMIANY… Czy masz czasem tak, że gdziekolwiek się ruszysz, to napotykasz na mur? Próbujesz coś zmienić, coś osiągnąć, ale nic się nie zmienia? Jest pewien sposób na to… Czas zburzyć ten okropny mur, który przez lata budowany był przez porażki, negatywne myśli, krzywdzące opinie, brak pewności siebie, trudne dzieciństwo, okrutne utarte schematy… Wszystko, czego teraz potrzebujesz, to uświadomienie sobie, jak dotrzeć do własnego szczęścia. Dzięki tej książce odzyskać siebie – zrozumiesz i zaakceptujesz, a przede wszystkim nauczysz się prawdziwie żyć. Trener rozwoju osobistego pomoże Ci zrozumieć, co to znaczy żyć pełnią życia. (więcej…) CZYTAJ WŁADCA SŁOWA Władca słowa… Jak skutecznie i celnie wymierzać słowo, aby osiągnąć władzę nad ludzkimi emocjami? Książka, której opis właśnie czytasz, stawia sobie za cel dać Ci władzę nad ludzkimi emocjami. Będzie tu mowa o tym, jak możesz się nauczyć sięgać poza racjonalne motywy innych ludzi i oddziaływać bezpośrednio na ich instynkty, rozbudzając i rozpalając swymi słowami ich wyobraźnię. Pokażemy Ci, w jaki sposób, sięgając poza racjonalne motywy słuchacza, możesz rozpalać wyobraźnię samymi słowami. Czyli, w skrócie, dowiesz się przede wszystkim… Nauczy się – Jak bezpośrednio wpływać na ludzkie instynkty, emocje i wyobraźnię, sprawiając, że wszelkie Twoje sugestie staną się nieodparcie fascynujące, zniewalające i hipnotyczne? (więcej…) CZYTAJ POTĘGA ŻYCIA – Jak zacząć od nowa, nie zmieniając wszystkiego wokół? Każdy z nas w pewnym momencie swojego życia staje oko w oko z potrzebą zmiany, która często przychodzi niespodziewanie i od której tak naprawdę nie ma odwrotu. Zmiana dotyczy różnych sfer naszego życia, ale w dużej mierze będzie krążyć wokół wewnętrznej potrzeby natychmiastowej odmiany własnego losu… Wewnętrzny głos krzyczy: „muszę coś zmienić, bo inaczej zwariuję”… Zmiana jest nieunikniona, a Ty od dzisiaj stajesz się jej mapą i przewodnikiem… (więcej…) CZYTAJ Współczesne związki i "Black Mirror". Choć w takim zestawie można się spodziewać absolutnie wszystkiego, Charlie Brooker i tak zdołał nas zaskoczyć w sposób, jakiego nie mógł przewidzieć nikt. Spoilery! Świat, w którym "idealni" partnerzy są dobierani na podstawie setek danych analizowanych przez coraz bardziej skomplikowane algorytmy, to żadna odległa przyszłość. Raczej teraźniejszość, którą Charlie Brooker oczywiście odpowiednio zniekształcił, tworząc specyficzną historię miłosną. Tradycyjną, bo znów mamy parę zakochanych w sobie po uszy od pierwszego wejrzenia młodych ludzi, którym na drodze do szczęścia staje szereg przeciwności. Zarazem jednak modernistyczną, bo przeszkodą w ich uczuciu nie są ani rodzice, ani dystans geograficzny, ani żadne inne, przyziemne problemy. Oni muszą zmierzyć się ze sprzeciwem ze strony algorytmu. A konkretnie rzecz biorąc systemu, którego nasi bohaterowie, Amy (Georgina Campbell z "Broadchurch") i Frank (Joe Cole z "Peaky Blinders") są częściami. Jak to dokładnie działa, co właściwie stało się ze światem zewnętrznym i dlaczego tłum młodych ludzi jest zamkniętych w ograniczonej wysokim murem przestrzeni, w której jedynym celem ich życia jest znalezienie tej jednej, właściwej osoby, kompletnie twórców (reżyserem odcinka jest Tim Van Patten) nie interesuje. I muszę przyznać, że mnie też jakoś szczególnie nie ciekawiło. Taka koncepcja, w porządku. Dopóki główną historię śledziłem z zainteresowaniem, szczegóły nie miały wielkiego znaczenia, nawet gdy były raczej niepokojące. W końcu w jakim świecie randkujących ludzi pilnują uzbrojeni w paralizatory ochroniarze? Ale mniejsza z tym, uznałem, że w końcu zostanie nam to wyjaśnione, a na razie lepiej skupić się na tym, co mamy przed oczami. Tam natomiast rozgrywał się jeden z najsłodszych romansów świata. Taki, w którym choć partnerzy są początkowo speszeni i niepewni, od razu widać, że coś ich ku sobie ciągnie. Zamiast seksu na pierwszej randce trzymanie się za ręce w łóżku? Tak, to zdecydowanie miłość. Szkoda tylko, że ograniczona do 12 godzin. Bo nie wspomniałem o jeszcze jednej istotnej informacji na temat systemu, który nie tylko dobiera pasujące do siebie osoby, ale jeszcze ustala bardzo konkretny i zróżnicowany termin, w jakim ich związek dobiegnie końca. Wszystko oczywiście po to, by jak najlepiej poznać danego użytkownika, zebrać informacje na temat jego zachowania w konkretnych sytuacjach i ostatecznie dobrać do niego perfekcyjne dopasowanie, które żadnych terminów nie będzie już potrzebowało. Po co, skoro zostali dobrani ze stuprocentową trafnością? Pytacie, jak to właściwie działa? "Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu" – odpowiada wirtualny trener, z którym nie rozstaje się żadne z bohaterów. System wie, co robi, ty możesz się tylko podporządkować i trwać przez rok w związku, który już na początku był tragiczny, a potem tylko testował twoją wytrzymałość. Ewentualnie kilka miesięcy w takim, który wydawał się perfekcyjny, bo zawierał partnera o twarzy George'a Blagdena ("Wersal"), ale jakoś się wypalił. A potem dziesiątkach pomniejszych, na które z czasem przestajesz już w jakikolwiek sposób reagować, chcąc nie chcąc poddając się woli systemu. I właśnie wtedy nasi bohaterowie dostali jeszcze jedną szansę. Ponowne dopasowanie, przy którym podjęli wspólną decyzję o niepatrzeniu na termin i pełnej (na ile to tutaj możliwe) spontaniczności. Lepiej być nie mogło – uczucie kwitło, tym razem już skonsumowane, były wspólne rozmowy, puszczanie kaczek na wodzie, życie bez żadnych trosk. Do czasu. Jeden błąd i wszystko posypało się niczym domek z kart. Ale bez obaw! System zmierzy twoją reakcję na bolesne rozstanie, by w przyszłości pomóc ci jeszcze lepiej. Przecież wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Twoje cierpienie także. W tym momencie zostaliśmy już postawieni wobec doskonale znanej sytuacji z dwójką zakochanych w opozycji do całego świata. Świata, który mówi im, żeby zapomnieli, obiecując w zamian związki idealne, ale ich serca krzyczą coś innego, gotowe na każde poświęcenie, byle tylko wrócić do tej drugiej osoby. Nawet bunt przeciwko całej rzeczywistości. Podważenie realiów świata, których wcześniej nie przyszło ci do głowy kwestionować. Ucieczkę do jego granic i przejście w nieznane, niczym bohater "Truman Show". Sami przeciwko wszystkim, czyż to nie piękne? Piękne, poruszające i szczerze emocjonujące, bo kibicowanie Frankowi i Amy w ich zmaganiach było rzeczą zupełnie naturalną. Kto nie chciałby osobiście przeżyć takiego scenariusza? Miłość od pierwszego wejrzenia, chwila szczęścia, bolesne rozstanie, uświadomienie sobie, że straciło się coś idealnego, a wreszcie wspólny bunt. Bajka. Nic dziwnego, że właśnie taką, zakończoną szczęśliwie symulację uznano za podstawę perfekcyjnego związku. A gdy na 1000 z nich 998 zakończyło się dokładnie takim sukcesem, to już spokojnie można spojrzeć w twarz prawdziwej Amy i prawdziwego Franka, stwierdzając, że mają 99,8% szans na miłość. I nawet nie muszą się buntować! Twist, jaki zafundował nam Charlie Brooker w "Hang the DJ", jest jednocześnie bardzo w jego stylu, jaki i nieco się od niego różni. Wywraca do góry nogami wszystko, co tej pory myśleliśmy o odcinku, ale nie po to, by pogrążyć nas w czarnej rozpaczy i okrutnie wyśmiać naiwne myślenie, a raczej dać delikatnego kuksańca i z uśmiechem oznajmić, że takie historie ładnie wyglądają na ekranie, ale najwyższa pora zejść na ziemię, marzyciele. Brutalnie burzy iluzję perfekcyjnej historii miłosnej, jaką zdążyliśmy już sobie stworzyć, ale jednocześnie rozpoczyna nową, która ma bardziej realistyczne podstawy. Tak jak utwór The Smiths, od którego odcinek wziął swój tytuł, oznajmiał, że współczesna muzyka nie mówi nic o ich życiu, tak samo fantazyjny romans wirtualnych Franka i Amy z pewnością nie będzie przypominał ich związku w prawdziwym świecie. Daje mu jednak pieczołowicie wyliczone i oparte na tysiącach zmiennych podstawy, by sądzić, że choć unikną romantycznego buntu, będą do siebie świetnie pasować. Mało? I tak, i nie. Przyznam szczerze, że im dłużej myślę o "Hang the DJ" i jego konkluzji, tym większe ogarniają mnie wątpliwości. Po pierwszym seansie nie miałem absolutnie żadnych – piękna, przewrotna historia, słodko-gorzka, ale z umiarem, w gruncie rzeczy nawet podnosząca na duchu. I w sumie trudno się z tym nie zgodzić, lecz jest w tym odcinku coś więcej, niż tylko słodki romans z twistem. Bo rzucając w nas finałowym zwrotem akcji, twórca jednocześnie podważa wcześniej postawione tezy. Choćby tę o miłości od pierwszego wejrzenia. Czy można o takiej mówić, jeśli dotyczy jednostek w precyzyjnie skonstruowanym systemie, który wcześniej ją zaplanował, a potem tylko porównywał efekty przy różnych zmiennych? Czy takie uczucie w ogóle istnieje, jeśli o decyduje o nim procentowa wartość podana przez aplikację? Długie spojrzenie, jakim obdarzają się na koniec prawdziwi Frank i Amy, pozwala sądzić, że tak, jednak rodzi dalsze pytania. Na czele z tym, czym jest miłość, jeśli cyfrowy mechanizm pojął ją tak dobrze, że tworzy niemal stuprocentowe dopasowania? "Hang the DJ" bez wątpienia ma szczęśliwe zakończenie, ale nie brakuje mu także wiszącego nad nim cienia w postaci świata, w którym nawet uczucia dają się opisać w postaci cyferek, danych i zmiennych. Jasne, jak na "Black Mirror" jest to bardzo optymistyczny motyw, zwłaszcza gdy spojrzymy na niego pod takim kątem, że technologia została tu użyta jako środek do rozwinięcia podstawowych ludzkich emocji. Możemy przecież założyć sytuację, że bez aplikacji Frank i Amy minęliby się bez słowa, a tak być może znaleźli swoją drugą połówkę. Co tu krytykować? Niby nic, a jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wybrzmiewa tu również jakaś gorzka nuta. Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie, takie rzeczy tylko w wirtualnej rzeczywistości. W tej prawdziwej nie ma miejsca na zwykłe poznanie, błędy, porażki czy spontaniczność. Oczekujemy rezultatów, najlepiej szybkich i niepozostawiających żadnych wątpliwości – ma być lekko, łatwo i przyjemnie. Jeśli skończy się wielkim uczuciem i szczęściem to świetnie, ale czy przy tym nie będzie również odrobinę niekompletne? Płynący z "Hang the DJ" wniosek jest rzeczywiście słodko-gorzki. Miłość jest możliwa, a idealni partnerzy są wśród nas, jednak w ich znalezieniu i odkryciu tego uczucia potrzebujemy pomocy. O ile wielka miłość i pokrewne dusze nadal istnieją, o tyle piękne, romantyczne historie to już przeszłość zachodząca raczej pod kategorię naiwnych fantazji. Tego typu rozmyślania nie mogą rzecz jasna zmienić faktu, że "Hang the DJ" to odcinek optymistyczny, wciągający i zakończony happy endem, po którym musiałem się uśmiechnąć. Historia dwójki kochanków pokonujących nieludzki system urzeka wykonaniem, lekkością, chemią pomiędzy parą głównych bohaterów i błyskotliwymi dialogami. Bawi, angażuje i porusza lepiej niż 99,8% współczesnych komedii romantycznych, a że na końcu zostawia z dręczącą nutą wątpliwości? Bez niej "Black Mirror" nie byłoby sobą. Black Mirror, Black Mirror sezon 4, Black Mirror sezon 4 recenzja, Black Mirror: Hang the DJ, Black Mirror: Hang the DJ recenzja, Charlie Brooker, Czarne lustro, Czarne lustro sezon 4, Czarne lustro sezon 4 recenzja, Czarne lustro: Hang the DJ, Czarne lustro: Hang the DJ recenzja, Georgina Campbell, Joe Cole, seriale, seriale Netflix, seriale science fiction Co to są mięśnie dna miednicy? Mało kto z nas zastanawia się, nad funkcjonowaniem swojego organizmu. Dlaczego działa on tak, a nie inaczej? Warto jednak wiedzieć jak jak on pracuje. Obejrzyj film i dowiedz się więcej na temat mięśni dna macicy.

co to znaczy pogrążyć się w czarnej rozpaczy