Powiedzieć mamie że źle widzę? Mam tak jak moje dwie koleżanki, nie widzę z daleka. Gdy założę okulary jednej z nich widzę wszystko, ale ja nie chce nosić okularów bo jestem pewna że będę w nich brzydko wyglądać. Poczekać jeszcze z chwilkę, bo mam 15 lat a słyszałam że od 16 roku życia można nosić soczewki i wolałabym Można zacząć przykładowo od słów: "Mamo, tato, chcę powiedzieć Wam coś ważnego o sobie, nie jest to dla mnie łatwe, bo obawiam się waszej reakcji. Zależy mi jednak, żebyście wysłuchali mnie do końca". Może jednak warto również rozważyć osobistą konsultację z psychologiem, który może pomóc ustalić konkretny plan tak Mogę ci też powiedzieć, jako osoba wychowana w takich poglądach która właśnie to zrobiła, odrzuciła je, że dla mnie stwierdzenie o własności i kontroli sugeruje że oni tego nie zrobili. Być może byliby w stanie zrobić to dla ciebie i właśnie wyjście z szafy by pomogło ale nie wiesz, i nie chcesz skazać się na Witam. Mam na imię Agata i mam 14 lat. Jestem lesbijką i boję się o tym powiedzieć rodzicom. Boję się, że po tym nie będą mnie chcieli znać. Jak mówią psychologowie, to wszystko jest echem naszego wychowania z wami - oni usprawiedliwiali siebie przed rodzicami. To jedno, gdy jesteś małoletnim dzieckiem - ten strach przed zgłaszaniem takich radosnych wieści jest zrozumiały. Ale kiedy dorośli i zamożne kobiety zadają sobie pytanie: "Jak powiedzieć mamie, że jestem w ciąży?" Jak Powiedzieć Mamie o Chłopaku ? Mam Chłopaka od 2 Miesięcy . Chodzimy Po mieście Całujemy Sie itp. Ja U Jego Rodziców Już Byłam . Teraz czas Abym To Ja Powiedziała Swojej Mamie Że Mam Chłopaka . . Ze strony najbliższych szok, niedowierzanie, zaprzeczanie, ignorowanie, wyzwiska. Po jakimś czasie akceptacja lub jej brak. O trudnym procesie wychodzenia z „szafy”, czyli ujawnienia swojej odmiennej orientacji grupa młodzieży opowiedziała na otwartym spotkaniu w bibliotece miejskiej w klubie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lęborku miało miejsce niecodzienne wydarzenie ( r.). Grupa młodzieży LGBT, w większości uczniów naszych szkół średnich, zorganizowała otwarte spotkanie, żeby podzielić się swoimi doświadczeniami z wychodzenia z „szafy”. Zanim rozpoczęło się, organizatorzy przypomnieli o zasadach, które obowiązują Pierwszą z nich jest szacunek do wszystkich. Będziemy się tutaj wszyscy szanować, nie możemy nikogo tutaj dyskryminować. Tutaj jest bezpieczna przestrzeń. Druga zasada, to nie przeszkadzanie sobie nawzajem, jak ktoś inny mówi. Musimy też wspomnieć o zasadach RODO. Jak ktoś nie chce być na zdjęciach, to niech o tym wspomni, najlepiej teraz - powiedział Fabian Tryba. - Mam pełno znajomych, którzy często czują się, jakby byli jedynymi osobami LGBT w Lęborku i miastach obok, więc zdecydowałem, że czas w końcu coś z tym zrobić. Jesteśmy tu po to, żeby wspierać siebie i edukować - rozpoczął współprowadzący spotkanie Fabian Tryba. - Jestem organizatorem tej grupy. Nazywam się Lęborq +. Jest to grupa wsparcia dla osób LGBT+, osób o innej orientacji niż hetero i które są na przykład osobami trans. Najbliższe organizacje na Pomorzu są w Trójmieście. Lębork znajduje się dosyć daleko, więc w końcu postanowiłem, żeby założyć taką taką grupę wsparcia dla osób, które czują się samotne. Mam pełno znajomych, którzy często czują się, jakby byli jedynymi osobami LGBT w Lęborku i miastach obok, więc zdecydowałem, że czas w końcu coś z tym zrobić. Jesteśmy tu po to, żeby wspierać siebie i edukować. Następnie runda krótkich prezentacji przez uczestników. Większość poniżej 20 roku życia, głównie uczniowie naszych szkół. Była też jedna osoba po Poczułam się trochę staro, jak tu przyszłam, ale bardzo się cieszę, że w Lęborku powstała taka grupa. Kiedy ja wychodziłam z szafy brakowało mi takich osób. Wy jesteście fajnymi, młodymi ludźmi, którzy mają okazję tworzyć takie grupy. Chciałam zobaczyć, jak to gości spotkania była również aktywistka związana ze stowarzyszeniem "Dialog".- Moją pasją życiową i największym osiągnięciem jest skończenie studiów gender w Warszawie na Polskiej Akademii Nauk. Temat jest mi bardzo bliski. Właściwie szukałam takich ludzi, ponieważ to, co się dzieje od paru lat, seria zdarzeń wyzwala we mnie jedno wielkie „nie”. Nie ma na to mojej zgody. A wiecie, że to dzieje się również w Lęborku. Powstają różne inicjatywy moim zdaniem łamiące prawa człowieka. Nie zgadzam się, żeby takie osoby reprezentowały mnie we władzach. Będę się przysłuchiwać, bo chcę dużo czerpać z waszej wiedzy, z waszych doświadczeń. - Coming out jest znalezieniem wewnętrznej harmonii, ponieważ ten konflikt wewnątrz podejrzewam, że jest bardziej męczący, niż konflikt ze światem zewnętrznym. Jeżeli wyjdziemy z szafy, to może być różnie. Podejrzewam, że ludzie, którzy decydują się na coming out są przygotowani. Patrząc na nasze społeczeństwo jest się czego bać. Poukładania siebie wewnątrz i zaczęcie tego nowego życia w harmonii z własnym wnętrzem, to podziwiam te osoby i wiem, że nie jest im łatwo też po coming out. Może być gorzej, ponieważ skonfliktujemy się z całym światem zewnętrznym i batogi, które na nas spadną mogą być bardzo trudne. Ktoś może nie wytrzymać tej presji z gości powiedział w ramach prezentacji:- Jestem tutaj dlatego, że jestem fanem szeroko pojętej wolności, ogromnej tolerancji, tak wychowałem swoje dzieciaki. Drażnią mnie wszystkie rzeczy, które są przeciw, wchodzą na pewne ścieżki, które są moją przestrzenią. Nie życzę sobie i innym, żeby te przestrzenie były burzone. Każdy powinien mieć swobodę wypowiedzi, wolności, jeśli ona nie przekracza wolności innych. Jestem osobą aktywną tutaj w środowisku,staram się inicjować różne rzeczy, które się tutaj zostało podzielone na dwie części. Pierwsza to omówienie terminów. Druga część była Będę prowadzić spotkanie dotyczące czegoś, przez albo już wszyscy przechodziliśmy albo będziemy w przyszłości przechodzić. Mowa tu o tzw. coming out, nazywanym też wychodzeniem z szafy. Coming out jest to akcja, w której jednostka ujawnia przed innymi ludźmi swoją orientację seksualną lub tożsamość płciową. Sama nazwa pochodzi z początku XX wieku i jest ona analogią do młodych, niezamężnych kobiet, które wychodziły ze swojego domu na salony, aby zdobyć sobie męża. Tak samo my wychodzimy z szafy do zewnętrznego świata. Jednak sama idea ujawniania się rozpoczęła się o wiele wcześniej, bo w 1869 r. - wyjaśniła współprowadząca spotkanie Katarzyna Nikt z nas nie budzi się pewnego dnia i nie mówi, że od dziś będę gejem albo lesbijką albo homotrans. Dla każdego z nas jest to pewnego rodzaju Coming out najczęściej następuje w fazie dumy. Chcemy być widziani, chcemy, żeby ludzie zobaczyli to, że istniejemy. Chcemy przestać być niewidzialni. Zebranym udzieliła Zanim zaczniemy "wyautowywać" się przed innymi ludźmi, a nie jest to jeden wielki czyn, a stopniowy proces, który zaczyna się od naszych najbliższych a kończy na tych najdalszych. Najpierw musimy pogodzić się z tym, kim jesteśmy. W pewien sposób musimy wyjść z szafy przed samym sobą. Ważnym jest, że zanim wyautujemy się przed kimkolwiek innym, aby choć trochę zastanowić się nad tym, kim jesteśmy. Wielu z nas w przeszłości identyfikowało się pewnie jako inne osoby. Oczywiście wszyscy zaczynamy od bycia hetero, jednak później możemy zmieniać to, kim jesteśmy. Niektórzy nawet mogą przejść od bycia bi- do bycia osobą homoseksualną czy na odwrót. Czy z bycia osobą niebinarną do bycia osoba trans. Słowa te mogą też w przyszłości się zmieniać i nawet, jeśli tak się stanie i wrócimy do bycia hetero, nie jest to nic złego, nie ma w tym żadnego wstydu. Po prostu ważne jest, żebyśmy znaleźli to, w czym czujemy się komfortowo. Jednak zanim powiemy komukolwiek kim jesteśmy, ważne jest, żeby choć trochę się nad tym zastanowić, żeby być choć trochę pewnym. Żeby uniknąć przykrej sytuacji, że ktoś nam powie, że to tylko faza, że znowu nam się wydaje, że to nasze kolejne widzimisię i że za miesiąc, za tydzień, za dzień wszystko zmieni się. Coming out najlepiej zacząć przed najbliższymi osobami, na przykład przyjaciółmi. Tymi, którym ufamy Dobrze jest mieć przyjaciela, który wie, ponieważ wtedy ta osoba może nas wesprzeć w kolejnym kroku, czyli coming out przed rodzicami. Dla wielu jest to rzecz bardzo stresująca i bardzo kontrowersyjna, zwłaszcza, jeśli ktoś ma mniej niż 18 lat i jest praktycznie w pełni uzależniony od swoich rodziców. Nasza rodzina i nasi rodzice nie zawsze są tak wspierający i tolerujący nas, jakbyśmy sobie tego życzyli. Jeśli okaże się, że nie spełniamy ich wymagań i standardów, to może dojść do przykrych konsekwencji, krzyków, agresji, zakazu kontaktu z najbliższymi osobami, czy nawet do tak radykalnych rzeczy, jak pobicie, wyrzucenie z domu czy nawet zabicie. Nie chcę nikogo straszyć. Każdy z nas zasługuje na to, żeby czuć się bezpiecznie, być sobą i żeby nie musieć siedzieć w tej szafie. Czuć się komfortowo z samym sobą, jednak nie zawsze jest to możliwe. Dlatego najlepiej na początku wybadać teren przez rozmowy ze znajomymi, wplatanie tematu LGBT i patrzenie na Życie w szafie jest złe, ale nieżycie jest jeszcze gorsze. Chodzi o nasze bezpieczeństwo. Dla wielu osób kontrowersyjny jest też temat coming out w miejscu pracy czy w szkole. Wiele osób twierdzi, że nie jest to potrzebne naszym przełożonym. Że jest to już sposób afiszowania się i jest po prostu absolutnie zbędny. Jednak badania pokazują, że osoby, które są w „szafie” aż 20 procent swojej produktywności w miejscu pracy czy szkoły przeznaczają na ukrywanie się, dlatego jest to sprawa Wymuszony coming out to sytuacja, w której ktoś inny bez naszej wiedzy i zgody mówi innym osobom o naszej orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej. Idea zaczęła się w latach 80 i 90-tych, kiedy społeczeństwo LGBT "wyautowywało" homoseksualnych polityków popierających anty homoseksualne prawa. Był to sposób protestu, który pokazywał ich hipokryzję i zakłamanie. W obecnych czasach, zwłaszcza do indywidualnych osób, nie wolno nam tego robić. Nie tylko dlatego, że wtedy nasze stosunki narażone są na szwank, ale również dlatego, że ta osoba narażona jest wtedy na niebezpieczeństwo związane z homofobią i transfobią. Każdy z nas zasługuje na możliwość tego, żeby sam się reprezentować, aby samodzielnie pokazać to, kim się jest. Każdy z nas zasługuje na to, aby samemu decydować o tym, kto wie, kiedy i w jaki sposób. Nie możemy tej osobie nigdy zabrać tej możliwości. Wiele osób zastanawia się, po co się ujawniamy. Niektórzy mówią, że po prostu afiszujemy się, że chcemy pokazać wszystkim, że jesteśmy homo czy trans, że chcemy wepchnąć im tę ideologię do gardła. Myślę, że dla każdego powód jest inny. Myślę, że wszyscy zgodzą się ze mną, że coming out jest sposobem na to, żeby wyrazić siebie, żeby pokazać to, kim się jest i nie bać się tego. Żeby dać sobie choć trochę komfortu i choć trochę akceptacji ze strony innych ludzi. Skoro omówiliśmy już, co znaczy coming out, jego historię, jak się do niego przygotować, czego nie robić i po co to robimy, można omówić, jak to zrobić. Można to podzielić na dwa typy – konwencjonalny i niekonwencjonalny. Do metod konwencjonalnych należy rozmowa twarzą w twarz, która dla wielu osób jest bardzo stresująca i wtedy często jesteśmy narażeni na emocjonalne reakcje. Nawet przyjaciele mogą być w szoku i zareagować inaczej, niż sobie PRZYPADEK JEST INDYWIDUALNY, ALE KAŻDY TRUDNY - W moim przypadku wyjście z "szafy" przed znajomymi było sposobem na zaakceptowanie siebie. W momencie, gdy żyłem i chodziłem do gimnazjum na wsi, nie można było tego zrobić, kiedy poszedłem do szkoły do Lęborka zyskałem nowo grono znajomych, powiedziałem im o tym, przełamałem się i w tym momencie zaczęło u mnie rodzić się coś takiego, jak samoakceptacja. Wiedziałem, że skoro otoczenie mnie akceptuje, to znaczy, że ja sam siebie też mogę zaakceptować. To ważny Wszyscy nam mówią, na przykład rodzice, rodzina, nauczyciele, dorośli, że to tylko hormony, że wyrośniemy z tego. Szczerze mówiąc, my również, że może tylko udajemy, że może wydaje się nam, a tak naprawdę jesteśmy hetero. Ale prawda jest taka, że nawet, jeśli jesteśmy tylko hetero, to ważnym jest, żeby wiedzieć, że mimo wszystko to nie jest nic złego. Jeżeli przez pewnie okres będziemy identyfikować się na przykład jako lesbijka, a później wrócimy do bycia hetero, to też nie jest żaden wstyd, ponieważ poznawanie siebie jest czymś matki pozostało tylko jako deklaracjaWspółprowadząca podzieliła się własnymi doświadczeniami z wyjścia z „szafy”.- Powiedziałam mojej mamie w pewien sposób, a właściwie jej nie powiedziałam, ponieważ po prostu zaczęłam spotykać się z pewnym trans chłopakiem i moja mama wiedziała o tym, że ten chłopak jest trans i bardzo na mnie za to nakrzyczała. Rzucała wyzwiskami, rzeczami, była wściekła, pytała się mnie czy jestem lesbijką i że Lębork jest małym miastem, że wszyscy będą śmiali się ze mnie, że zniszczyłam sobie życie, że mam nikomu nie mówić. W pewnym czasie identyfikowałam się jako biseksualna osoba. Jak powiedziałam, że jestem bi, to była na mnie obrażona przez cały dzień. Potem co pewien czas przypominałam jej o tym i wciąż na mnie krzyczała. Dopiero po pewnym czasie napisałam jej list, w którym wyjaśniałam, jak się czuje, że mnie rani i dopiero wtedy powiedziała, że mnie wspiera, chociaż tak naprawdę nigdy nie zaczęła. Były to tylko puste zabrakło odwagi, żeby powiedzieć ojcuFabian Tryba zdecydował się powiedzieć najpierw Jako osoba trans niebinarna chciałam powiedzieć mojej mamie. Powiedziałam we wrześniu 2016 r., a dopiero w lutym następnego roku powiedziałam mojemu tacie i ten drugi sposób był trochę to się odbyło?- W pewien sposób moja mama mnie do tego zmusiła. Podczas pewnej kłótni powiedziała, że nie jestem na tyle odważny, żeby powiedzieć, że jestem osobą trans, jeżeli nawet nie mogę powiedzieć tego mojemu tacie. Z powodu gniewu, który czułem w tym momencie poszedłem do mojego taty i powiedziałem mu to wprost. On uznał, że nieważne, co będę robić, zawsze będę dziewczyną. W pewien sposób mnie nie uznał. W tym roku stara się zrozumieć mój punkt widzenia, stara się mówić do mnie w męskich zaimkach i moim wybranym, pierwszym imieniem, więc nie jest tak źle, jak było, ale nie jest dalej perfekcyjnie. Nie dostaje tego wsparcia, które chciałbym Moja mama ten problem ignoruje i uznaje, że zostałem zmanipulowany i że po prostu udaje. W różnych, rutynowych sytuacjach na co dzień czasami mi to wypomina, na przykład części ciał, których nie mam, albo mówi mi wprost, że jestem moją płcią przypisaną, więc nie jest to przyjemna sytuacja, ale jak na razie staram się z tym na swój sposóbSwoimi doświadczeniami podzieliło się jeszcze kilka Mój coming out nastąpił około 10 lat temu, więc były to zupełnie inne czasy. Teraz jednak częściej się o tym mówi. Początki wspominam jako bardzo trudne. Najpierw były to osoby z mojego najbliższego grona przyjaciół, dwie koleżanki. Mieszkałam jeszcze z rodzicami. Następnie mama, która zapytała mnie wprost, czy jestem lesbijką. Miała taki etap pewnej ignorancji, wyparcia. Pierwsza w mojej rodzinie zorientowała się babcia, która miała wówczas 85 lat. Przyjęła to bardzo dobrze. Dziś jestem na takim etapie, że jestem wyautowana w każdej sferze mojego życia. Nigdy w życiu żadna przykra sytuacja mnie nie spotkała, a mieszkałam w różnych miejscach w Polsce, i w Lęborku i zagranicą. Raczej mam miłe doświadczenia, ale jeśli chodzi o rodziców, to było to bardzo ciężkie przeżycie. Padły takie stwierdzenia, że chce być modna, na czasie, że na pewno mi przejdzie, że jeszcze nie poznałam, jak to jest być z chłopakiem, że na pewno kiedyś to się zmieni. No nie zmieniło się. Jestem w tej chwili akceptowana. Miałam partnerkę przez 8 lat. Niestety od pewnego czasu nie jesteśmy już razem, aczkolwiek jako para byliśmy również bardzo akceptowane zarówno wśród znajomych, jak i w rodzinie, zapraszane na wesela, na różne imprezy okolicznościowe. Chcę wam zaszczepić pozytywną energię, że niekoniecznie musi to tak strasznie wyglądać. Początki zawsze są ciężkie, ale wszystko da się przeżyć i za to trzymam Ogromny kamień spadł mi z serca, kiedy otworzyłam się przed wszystkimi. To jest bardzo potrzebne, żeby tę wewnętrzną harmonię zdobyć. To jest coś bezcennego i dlatego warto. Służę wszystkim pomocą. - Moja mama rozpłakała się i mówiła, że nie będzie miała wnuków, że tyle lat dziecko wychowywała. Powiedziałam dlaczego, jestem kobietą i mogę mieć dzieci, a ty wnuki. Nie jest prawdą, że osoby homoseksualne nie mogą mieć dzieci. Znam osoby homoseksualne, które mają dzieci, które w parach wychowują te dzieci. To są normalne rodziny. Takich ludzi w Polsce mamy bardzo dużo. Dlatego też walczymy o prawo, żeby jednak te dzieci były uznawana też w tych parach homoseksualnych jako dziecko tejże pary. - Byłem sobie w pokoju i rodzice wezwali mnie, bo zobaczyli coś tam na tablecie. Nie miałem wtedy telefonu, bo zepsuł mi się i musiałem wysłać do naprawy na 3 miesiące. Rodzice zobaczyli na grupie jakieś tam wiadomości z moimi przyjaciółkami. Zawsze wiedzieli, że jestem inny. Wiedzieli, że najczęściej przyjaźnię się z kobietami i zapytali mnie wprost dlaczego. Czy chciałbym im coś powiedzieć. Powiedziałem im o swojej orientacji i przyjęli to dobrze, że kochają mnie takim, jakim Zostałem wychowany przez mamę i ojca, którzy już 26 lat żyją razem. Mam siedmioro rodzeństwa. Chodzimy w niedzielę do kościoła. Świętujemy 11 listopada czy 3 maja. Dla nich to też był bardzo duży szok, ale w końcu zrozumieli. Ja też się cieszę z tego, że takie coś mnie spotkało, ponieważ jakbym został normalny, to też może miałbym takie homofobiczne zachowania, jak oni. Przez to, że jestem inny zrozumiałem, że trzeba mieć większą tolerancję do ludzi i może to jest też nauczka dla nich. W szkole powiedziałem to na apelu i nikt nie podszedł do mnie i nie powiedział, że mu się to nie Siedziałem z mamą na obiedzie. Mój ojczym pracuje zagranicą. Wyjeżdża raz na jakiś czas. Został wychowany na takich stricte polskich zasadach. „Tęczowi” to jest najmniej obraźliwe określenie, jakie można od niego usłyszeć. W tej sytuacji powiedziałem mamie, że jestem bi. Powiedziała, że rozumie, jest tolerancyjna, a orientacja seksualna to jest moja sprawa i ona mnie wspiera. Jedyne pytanie, jakie mi zadała, to co ja mogę lubić u takiej samej osoby. Nie było żadnych wyzwisk. Powiedziała, żebym uważał, jak będę chciał to przekazać U mnie nawet nie wiem, kiedy to wyszło. Po prostu wyszło i wszyscy to wiedzą, część patrzy przychylnie, część nie, że jestem biseksualny. Przez wychowanie, przez tradycje rodzinne trochę zabolało poniekąd, jak zostały wyśmiane wartości „Bóg Honor Ojczyzna”. Mi to było wpajane od zawsze, ale nie w pejoratywnym znaczeniu, że golimy się na łyso i rzucamy cegłówkami. Ojciec mi zawsze wpajał, na czym polega patriotyzm. To jest miłość do Ojczyzny i do współmieszkańców i nieważne, czy jesteś hetero, homo, muzułmaninem, ateistą. Jesteśmy społeczeństwem, która ma się wspierać. U mnie w rodzinie tak jest wyznawane hasło „Bóg Honor Ojczyzna”. Nie życzę sobie, żeby były wyśmiane, bo jestem głębokim ofertyMateriały promocyjne partnera zapytał(a) o 19:51 Jak powiedzieć rodzicom, że jestem lesbijką? jestem lesbijką i nie wiem jak powiedzieć to moim rodzicom. Moja mama brzydzi się homoseksualnych osób i mówi, że to choroba psychiczna, a o tacie już nie wspomnę. Kocham ich, ale boje się, że gdy im to powiem to ich stracę, że się ode mnie odwrócą. Mam dziewczynę, rodzicom przedstawiłam Ole jako najlepszą koleżankę. Ola jest najwspanialsza na świecie. Codziennie rano przynosi mi śniadanie do łóżka, chodzimy na zakupy. JEST WSPANIALE, ale boje się opinii moich rodziców. Pomóżcie... Odpowiedzi єяιѕ odpowiedział(a) o 19:52 EwciaQ odpowiedział(a) o 19:52 Opowiedz im o Oli, orientacja nie powinna nic zmienić, rodzice powinni Cię kochać mimo wszystko. Bez urazy ale twoja matka jest psychiczna tak uważając nie mów im bo jeszcze cię do psychologa wyślą na spokojnie najpierw ich przekonaj że osoby Homo są też ludźmi a jeśli nadal będą mówić że to jest psychiczne wyślij ich do psychologa bo ja się brzydzę takich osób nietolerancyjnych :* ~Pozdrawiam (powodzenia) ziuziu51 odpowiedział(a) o 19:53 Jeżeli rodzice Cię kochają( a na pewno tak jest) powinni to zaakceptować. Pow. to dzisiaj w Dzień Ojca na pewno się ucieszy :) Nie mów: "mamo, tato jestem lesbijką". Powiedz im że podobają ci się osoby tej samej płuci. Nie bój się tego mówić. Mam 14 lat i też jestem lesbijką, długo zbierałam się na odwagę, ale im powiedziałam. Oni uważają że to choroba psychiczna, ale mimo to zaakceptowali fakt że jestem jaka jestem. ExE_Evqa odpowiedział(a) o 20:00 Sama nie wiem jakby miała im wyznać moją odmienną orientację, ale i tak kiedyś musiałabym to zrobić, ponieważ i tak się kiedyś o tym dowiedzą. Lepiej żeby dowiedzieli się tego od Ciebie niż od kogoś innego. Tak samo czym prędzej im o tym powiesz tym lepiej i dla Ciebie i dla Twoich rodziców, bo będą mieli dużo czasu żeby się z tym oswoić. Przecież nic na to nie poradzą, będą musieli to zaakceptować. Moją propozycją jest powiedzenie w spokoju "Mamo, Tato .. mam Wam coś ważnego do powiedzenia, powiedzcie że ze względu na wszystko to zaakceptujecie i nie będziecie krzyczeć ... Jestem lesbijką" Tyle. Powodzenia. blocked odpowiedział(a) o 19:52 Odpowiedź została usunięta przez moderatorów blocked odpowiedział(a) o 19:53 Wstrzymaj się z tą wiadomością, poczekaj jeszcze pare lat. Mamo, tato ... jestem lezbijką, macie z tym jakiś problem? xD Może powiedz im,że jakaś twoja znajoma nie wie jak powiedzieć rodzicom,że jest less a chcesz jej pomóc i czy znają jakiś sposób by mogła im to powiedzieć bez większych problemów =] mamo mamo jestem lezbijka pociagaja mnie dziewczyny blocked odpowiedział(a) o 20:16 - Co tam córeczko robiłyście dzisiaj z Olą ?- A strzeliłyśmy sobie po min etce. Frog_yy odpowiedział(a) o 20:15 Też jestem ale moja mama i tata to chomofoby ... blocked odpowiedział(a) o 19:54 Jak na razie to może im nie mów. Spróbuj ich delikatnie podsuwać rozmowy o homoseksualistach. Spróbuj ich przekonać. Na razie nie mów, że jesteś homoseksualna, tylko spróbuj delikatnie przedstawić sytuacje. Rozmawiaj z Nimi o tym i może się przekonają do tego. Życzę powodzenia. :) :* Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Geje i lesbijki nie budzą już takiej sensacji. Ale jeszcze kilkanaście lat temu coming out był dużo trudniejszy, często mógł oznaczać agresję ze strony najbliższych czy utratę pracy. Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w lipcu 2005 r. Coming out oznacza ujawnienie się, głośne przyznanie: jestem gejem, jestem lesbijką – przyjaciołom, rodzicom, całemu światu. Osoby homoseksualne, które mają to za sobą, mówią, że wyszły z szafy; trochę tak jak Żydzi po wojnie. To było jak uderzenie pięścią w brzuch. Brak tchu, pulsowanie krwi w skroniach – wspomina pani Jadwiga, matka 27-letniego Pawła. Dowiedziała się 5 lat temu. Zaczęła przy śniadaniu dopytywać, dlaczego wciąż nie ma dziewczyny. – Bo mam chłopaka. Już od dawna chciałem ci powiedzieć, że jestem gejem – usłyszała. Właściwie to się domyślała, ale co innego domyślać się, a co innego wiedzieć. Wypycha się tę myśl ze świadomości: to się może zdarza innym, ale nie mnie. – Przed oczami stanęły mi najgorsze rzeczy: AIDS, brudny seks w publicznych toaletach, zmanierowani, obrzydliwi faceci – i w tym wszystkim moje dziecko. Dziś patrzę na to inaczej, ale potrzebowałam dwóch lat, żeby się oswoić. Sam ze swoim złem Zanim komuś się powie, najpierw trzeba wyjść z szafy przed samym sobą i to – wbrew pozorom – wcale nie jest najłatwiejsza część tego procesu. Szczepan poczuł, że coś z nim nie tak, kiedy miał 14 lat. Zakochał się w koledze z klasy. Właściwie już wtedy wiedział, ale jeszcze przez trzy lata starał się nie dopuszczać do siebie tej myśli. Na słowo „gej” drętwiał i czuł ciarki na plecach, sam też nie potrafił go wypowiedzieć. – Najbardziej traumatycznie wspominam czasy liceum. Na lekcjach i w sytuacjach towarzyskich odbierałem komunikaty, że jestem chory i zboczony – opowiada. – Przestałem chodzić na religię, bo to ostatecznie podkopywało moje poczucie godności, a za to, że nie chodziłem, też byłem piętnowany. W społeczeństwach tolerancyjnych człowiek w okresie dojrzewania uświadamia sobie swoją inność i ją akceptuje. W społeczeństwach restrykcyjnych, w których funkcjonują negatywne stereotypy, osoby homoseksualne dorastają, chłonąc piętnujące opinie na swój temat. Inaczej niż członkowie mniejszości religijnych czy etnicznych, rzadko mają wsparcie domu i własnego środowiska. Inność i obcość homoseksualistów jest podwójna. Uczą się tłumić własną tożsamość, zaprzeczać pragnieniom, bo czują coś, czego nie powinni czuć: jestem chory, jestem zboczony, to czego pragnę to grzech, to co czuję, jest złe i jestem z tym sam. „Porażający jest negatywny ładunek tych stwierdzeń – pisze Agata Engel-Bernatowicz, terapeutka od 6 lat pracująca z homoseksualistami i współautorka wydanej ostatnio książki „Coming out. Ujawnienie orientacji psychoseksualnej – zaproszenie do dialogu”. – Wyobraźmy sobie ciężar, jaki musi w samotności i tajemnicy dźwigać młoda osoba homoseksualna. Takie myśli są podwójnie krzywdzące. Z jednej strony zawarta jest w nich niesprawiedliwie negatywna ocena samego zachowania czy uczucia do kogoś tej samej płci. Z drugiej strony, myśli te rozszerzone są na całościowe postrzeganie samego siebie – homoseksualista nie myśli: moje uczucia są niewłaściwe, tylko: ja jestem zły. Rodzi się przeświadczenie, że człowiek, który »coś takiego« czuje, robi, jest kimś z gruntu złym, chorym, grzesznym. Jest to całkowite odrzucenie samego siebie. Brak szacunku do własnej osoby. Seksualność urasta do rangi jedynego wyznacznika osobowości – jeśli jestem lesbijką, gejem, to znaczy, że jestem niedobrym, chorym, niepełnowartościowym człowiekiem”. Najpierw przyjaciel Zwykle najpierw mówi się znajomym, rówieśnikom, bo dystans jest mniejszy, a poza tym, jeśli odrzucą, to trudno. Ale i to nie są łatwe rozmowy. 22-letni Szymon, jeden z bohaterów książki „Coming out”, wspomina swoje pierwsze wyznanie wobec najlepszej przyjaciółki: „Wyłaziłem z siebie jak ta głupia papuga z budki. Powoli, najpierw głowa, ręka i w tył zwrot. I znowu głowa, ręka, kolano – zwrot. Decyzja – idę! I odważnie, ręce, głowa, tułów i – zwrot. Byłem zmęczony, pogubiony, sam nie wiedziałem, co mówię, o kim, po co. Kiedy wreszcie udało mi się stracić równowagę i wypaść ze słowami – wolę facetów – okazało się, że nadal nic nie jest jasne. Wszystkie słowa, których użyłem, namieszały w głowie Kingi tak bardzo, że nie wiedziała, czy ja jestem gejem, czy transseksualistą, transwestytą, a może nawet lesbijką”. W coming oucie najtrudniejszy do przezwyciężenia jest lęk przed odrzuceniem, poczucie, że stanie się coś strasznego i nieodwracalnego. Często okazuje się, że obawy były przesadzone, sekret wcale nie tak przerażający, a reakcją otoczenia jest życzliwa akceptacja i słowa: domyślaliśmy się tego. – Miałem dobry coming out, choć trwał długo. Od momentu, gdy przezwyciężyłem strach, że jestem obrzydliwym pedałem i zaakceptowałem siebie, do pełnego ujawnienia minęło 10 lat – wspomina Krzysztof Kliszczyński. – Trudnym momentem było dla mnie odejście z Kościoła, bo byłem wierzącym i praktykującym katolikiem, ale skoro Kościół mnie nie akceptuje, to nie. Pogodziłem się ze sobą, zacząłem kupować gejowskie pisma, ale ciągle nie umiałem o tym nikomu powiedzieć. Czułem jednak, że moje przyjaźnie zaczynają być nieszczere. Wysłuchiwałem zwierzeń o związkach, miłościach, sam milczałem, a pytany mówiłem: kiedyś ci opowiem. Chciałem żyć uczciwie, a nie ma przyjaźni bez prawdy. Postanowiłem porozmawiać z moim najlepszym przyjacielem. Powiedziałem mu wszystko, oprócz tego, że jestem w nim zakochany. Przyjaźń przetrwała do dziś. Byłem świadkiem na jego ślubie, chrzestnym jego dziecka. Potem zaryzykowałem kolejne rozmowy, co miałem do stracenia. Nikt z przyjaciół mnie nie odrzucił. Struna z domowego fortepianu „Niektórzy z nas są homoseksualni, inni zaś heteroseksualni; nikt tak naprawdę nie wie dlaczego. Chociaż wielu ludzi pragnęłoby wyzbyć się homoseksualizmu w sobie czy innych ludziach, to faktem jest, że lesbijki i geje są, jak byli i będą” – pisał Rob Eichberg w książce „Ujawnij się”. Ta prosta prawda jest kluczem do akceptacji homoseksualizmu. Barierą jest brak wiedzy. Pod tym względem w ostatniej dekadzie dokonała się w Polsce rewolucja. Są książki, publikacje, o homoseksualizmie mówią media, funkcjonują stowarzyszenia i telefony zaufania. Młodzi ludzie, nawet wychowywani na negatywnych stereotypach, zdają sobie sprawę, że ludzie odmiennej orientacji seksualnej istnieją. – W PRL homoseksualizmu oficjalnie nie było, tak jak nie było narkomanii czy przemocy w rodzinie. Ówczesne statystyki mówiły, że homoseksualiści stanowią 0,2 – 0,5 proc. społeczeństwa, podczas gdy faktycznie jest to 5 –15 proc. – mówi Agata Engel-Berantowicz. – To jest dramat 40-, 50-latków, których dzieci ujawniają homoseksualną orientację: skoro czegoś nie ma albo funkcjonuje tylko jako marginalna patologia, to jak może dotyczyć mojego dziecka? Szymon Niemiec, prezes zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Gejów i Lesbijek na rzecz Kultury w Polsce, wspomina, jak przed laty jego pierwszy partner pochodzący z małego miasteczka zwierzył się swojemu ojcu, że jest gejem. Ojciec pobiegł po radę do proboszcza. Niech mu pan to wybije z głowy – usłyszał i po powrocie do domu skatował syna struną od fortepianu. Dziś fizyczna agresja nadal się zdarza, ale – jak wynika z doświadczeń terapeutów i osób pracujących w telefonie zaufania – o wiele rzadziej. Reakcją bywa płacz, emocjonalny szantaż, słowa: złamałeś mi życie, jak mogłeś mi to zrobić. Coming out przed rodzicami jest chyba najtrudniejszym etapem, bo w tym przypadku lęk przed odrzuceniem jest paraliżujący. Niepewność, czy miłość rodziców jest bezwarunkowa: czy się jej nie utraci, gdy poznają prawdę, to ogromny ciężar. Basia i Dominika są razem od roku. Dominika ma 21 lat i swój coming out od dawna za sobą. Rodzice się domyślali i sami sprowokowali rozmowę. Mama miała nawet żal, że to nie wyszło od niej, jakby nie miała zaufania. Basia, mimo że pięć lat starsza, czuła, że jeszcze nie jest gotowa. Jednak ojciec przeczytał w jej komputerze korespondencję z Dominiką, a tam było wszystko czarno na białym. – Rozpętało się piekło: krzyki, agresja, groźby, że mnie zniszczą, płacz, że nie zniosą tego wstydu – opowiada. Gdy Dominika próbowała coś racjonalnie tłumaczyć, usłyszała tylko: odczep się, szmato, od mojej córki. Gdy do rodziców Basi zadzwoniła jej mama, mówiąc, że rozumie, jakie to trudne, że sama przez to przeszła, więc może chcieliby porozmawiać, odpowiedzią były krzyki. – Najgorsze jest to, że mama jest bardzo ciężko chora, a kiedy dowiedziała się, że jestem lesbijką, odstawiła leki – mówi Basia. – Rodzice całkiem się przede mną zatrzasnęli. Nie chcą nic czytać, z nikim rozmawiać, nie chcą żadnych informacji. Stoję pod ścianą i rozpaczliwie szukam w niej jakiejś szczeliny, choć cienia nadziei. Próbowałam mówić mamie, że przecież jestem jej dzieckiem, kocham ją tak samo jak zawsze, że ona przecież też mnie kocha. Usłyszałam: nie. Jakby nie wiedzieć Rodzice mają prawo do lęku, smutku, niepokoju. Sytuacja osób homoseksualnych w Polsce nie jest łatwa i obawy, że ich dziecko zostanie skrzywdzone, nie są bezpodstawne. Często ta pierwsza akceptacja jest pozorna: przyjmuję to, bo muszę, bo nie mam innego wyjścia. Chcą dziecko wyleczyć, biegną do terapeuty i słyszą, że homoseksualizm skreślono z listy chorób grubo ponad ćwierć wieku temu. Potem dowiadują się, że człowiek po prostu się z tym rodzi, że to nie kwestia uwiedzenia czy fanaberii. Droga od akceptacji deklarowanej do rzeczywistej trwa czasem kilka lat. – Najpierw próbowałam żyć tak, jakbym nic nie wiedziała – wspomina pani Jadwiga, matka Pawła. – Ale tak się nie da. Bezsenne noce, płacz, wstyd i drążące mózg myśli: co zrobiłam źle, jakie błędy popełniłam, czy to przez rozwód? Paweł bardzo mi pomógł, przynosił książki, artykuły, dał telefon do seksuologa. Poszłam do niego na rozmowę i usłyszałam, że to nie moja wina i Pawła też nie. Po prostu taki się urodził, jak inni rodzą się na przykład leworęczni. To było bardzo ważne. Nauczyła się akceptować homoseksualizm syna. Trzy lata temu po raz pierwszy zaprosiła jego chłopaka na obiad. Było trochę dziwnie, jakoś niezręcznie, ale teraz wpadają przynajmniej raz w miesiącu. – Trudno, jest jak jest. Przecież nie przestanę kochać dziecka – deklaruje. – Jednak ukrywam to przed rodziną i znajomymi. Chyba by nie zrozumieli. Bywa, że domowy coming out jest jak przecięcie nabrzmiałego wrzodu. Szczepan miał 20 lat, kiedy to się stało. Od trzech czy czterech właściwie nie rozmawiał już z rodzicami. Wymieniali tylko uprzejmości i uwagi formalne. Mama płakała, bo czuła, że go traci, że nie potrafią się dogadać. On strasznie bał się rozmowy. – To się stało w nocy – wspomina. – Pokłóciliśmy się z mamą i siedzieliśmy w oddzielnych pokojach. W mieszkaniu było ciemno. Zaczęliśmy tak rozmawiać. W końcu powiedziałem: jestem gejem. Tak było łatwiej, bo nie widziałem jej oczu, mimiki, reakcji. Odpowiedź przyszła natychmiast: dobrze, że to wreszcie powiedziałeś, że potrafiłeś mi zaufać. Przegadaliśmy całą noc. Naprawdę wszystko się zmieniło. Mam w domu oparcie. Mama w tym roku poszła nawet ze mną na paradę. Terapeuci podkreślają, że do coming outu nie należy namawiać. To musi być indywidualna decyzja, do której człowiek jest przygotowany. Ale ci, którzy mają to za sobą, mówią, że nawet gdy nie spotykają się z akceptacją, czują ulgę. Życie z tabu, z brzemieniem tajemnicy to ciężar odczuwany niemal fizycznie. Zrzucenie go wyzwala w człowieku pokłady energii. Baszka miała 52 lata, trzy córki, a za sobą próby samobójcze, leczenie i rozbite małżeństwo, gdy wykrztusiła przez zaciśnięte gardło: jestem lesbijką. To był moment, gdy ustąpiły męczące ją od lat migreny i bóle żołądka. Przeniosła się do Warszawy, znalazła pracę, żyje w udanym związku. Jednak tylko jedna z córek utrzymuje z nią kontakt. Pozostałe dwie nie odpowiadają nawet na listy. To była cena. Coming out rodziców to dla dzieci szok. Nie da się go uniknąć. Dziecko musi zmierzyć się ze świadomością, że matka lub ojciec prowadzili podwójne życie, kłamali. To burzy ich poczucie bezpieczeństwa. Reagują buntem, agresją, żądaniem, żeby rodzic natychmiast znowu stał się normalny. – To są przypadki najtrudniejsze – mówi Agata Engel-Bernatowicz. – Dzieci czują się zranione na poziomie emocjonalnym. Rodzic, który decyduje się na coming out, musi być przygotowany na to, że zostanie na wiele lat odrzucony. Poza enklawą Stosunek do homoseksualizmu w Polsce zmienia się. Od 1993 r. liczba osób potępiających homoseksualizm spadła z 72 do 41 proc. Geje i lesbijki wrośli w pejzaż wielkich aglomeracji. Wypada bywać w ich klubach, które zazwyczaj należą do najmodniejszych w mieście; wypada deklarować, że ma się przyjaciela geja, bo to jak certyfikat tolerancyjności. To jedna strona. Z drugiej jest Młodzież Wszechpolska z kamieniami i wyrok poznańskiego sądu, według którego zrównanie homoseksualizmu z pedofilią, nekrofilią czy zoofilią nie jest obraźliwe, bo taka jest powszechna opinia. – Kiedy rozmawiam z ludźmi dzwoniącymi do telefonu zaufania: Ty tego nie możesz zrozumieć, ty jesteś z Warszawy – opowiada Krzysztof Kliszczyński. – Mam świadomość, że żyję w enklawie. Anię Zawadzką pełen coming out kosztował utratę pracy. Pracowała jako pedagog szkolny (w dwóch gimnazjach na etacie i w dwóch podstawówkach jako wolontariuszka), kiedy telewizja wyemitowała program, w którym wystąpiła razem ze swoją wieloletnią partnerką Ygą. Krzysztof Kliszczyński jest wykładowcą akademickim. Ostateczny coming out robi właśnie teraz. Po raz pierwszy w rozmowie z mediami zgadza się na zdjęcie i podanie nazwiska. – Moi znajomi wiedzą, rodzina też, a studenci? Ci, którzy chcą wiedzieć, to wiedzą. Wystarczy wklepać moje nazwisko do wyszukiwarki, wyskoczą między innymi strony Lambdy. Zresztą spotykam czasem moich studentów w gejowskich knajpach, na paradach czy w Lambdzie – deklaruje. Szczepan, student informatyki, woli jeszcze z tym zaczekać. Jak część bohaterów tego artykułu poprosił o zmianę imienia. – Tu nie Londyn – tłumaczy. – Tu się trzeba kontrolować, żeby nie dostać w ryj. Czytaj także: Jak się zachować, gdy znajomy wybiera nas na świadka swojego coming outu? MAMY DOŚĆ emocjonalnego dystansu wobec jawnych i niejawnych nadużyć wobec praw równościowych. Na emocje każdej/ każdego z nas musi być miejsce. [Fragment Manifestu Lesbijskiej Inspiry] Magda Wielgołaska: Pierwszy raz zaczęłyśmy rozmowę o Twojej perspektywie na kobiecą nieheteronormatywność kilka miesięcy temu. Wtedy nie byłaś jeszcze gotowa na udzielenie wywiadu. Co się zmieniło? Dlaczego właśnie teraz chcesz się podzielić swoim doświadczeniem z innymi? Magda: Zdecydowałam się na rozmowę z Tobą dlatego, że chcę w jakiś sposób pozbyć się rzeczy, które mnie męczą. Doszłam do takiego etapu, że chyba jestem na to gotowa. Nie chcę tej rozmowy potraktować jak kosza na śmieci, ale myślę, że pozwoli mi ona opowiedzieć o paru ważnych dla mnie sprawach i uporządkować je. MW: Co masz na myśli? M: Myślę o takim długotrwałym procesie dochodzenia do siebie samej. Mam poczucie, że dość długo błądziłam we mgle. Dosyć późno zaczęłam dotykać tematu swojej tożsamości psychoseksualnej, późno zaczęłam się tym interesować. Wydaje mi się to teraz dosyć śmieszne, bo gdyby ktoś mnie zapytał pod koniec liceum czy na początku studiów – kto mi się podoba, od razu wiedziałabym, co odpowiedzieć – że podobają mi się kobiety. Dopiero, kiedy zaczęłam wchodzić i angażować się w relacje z mężczyznami, ta sfera mojego życia stała się istotna i zaczęłam ją badać. Te relacje damsko-męskie nie wychodziły mi tak, jak oczekiwałam. Dużo czasu zajęło mi odpowiedzenie sobie samej na pytanie dlaczego tak jest. To był dla mnie pierwszy etap. Miałam taki moment, kiedy wyoutowałam się jako osoba zainteresowana kobietami, a później weszłam w długi związek z facetem. To był bardzo niedobry związek. Miałam ogromny problem tożsamościowy. Nie potrafiłam wtedy myśleć o sobie albo mówić jako o osobie biseksualnej. Czułam jeszcze mocniej, że jestem kobietą, która woli kobiety. Mój ówczesny partner doskonale o tym wiedział i w jakiś sposób był z tego dumny, że jest z kobietą, która właściwie nie jest zainteresowana mężczyznami. Ja ogromnie się męczyłam. Męczyłam się po pierwsze dlatego, że ta relacja była destruktywna i emocjonalnie bardzo skomplikowana, a po drugie nie potrafiłam sama sobie wyjaśnić, co się we mnie dzieje i czemu mam taki problem, że jestem w takim miejscu w życiu, w jakim jestem. Wielokrotnie imputowano mi, że mam problem z zaakceptowaniem tego, że jestem biseksualna. Bardzo chciałam się wtedy tak określić, bo czułam, że nie mogę dać ukochanemu tego, co bym chciała. Ale to nie byłaby prawda o mnie. W pewnym momencie zaczęłam nawet żartem nazywać to “nieheteroseksualnym związkiem”. Przynajmniej jedna osoba była w nim niehetero. Doszłam w końcu do wniosku, że musi być coś pomiędzy byciem les i byciem bi. I stało się dla mnie bardzo ważne, żeby to coś pomiędzy znaleźć. Przez większą część mojego życia otaczałam się głównie mężczyznami. Dlatego przyznanie się przed sobą samą do swojej tożsamości było trudne. Unikałam kobiet. Ale ciągle szukałam odpowiedzi na pytanie kim jestem. Szukałam na forach lesbijskich, byłam na nich aktywna. Tam spotkałam się z bardzo negatywną reakcją. Z protekcjonalnym i lekceważącym stosunkiem do takich osób jak ja. Słyszałam, że próbuję siebie sama oszukiwać, że w zasadzie dla tych dziewczyn wszystko jest jasne. Próbowałam się też jakoś dopasować do tego obrazu, który tam dostawałam. Chciałam się poczuć normalna. MW: Normalna według norm określanych przez lesbijki aktywne na forach? M: Tak. Czułam silną presję. Poczucie, że to środowisko jest paradoksalnie bardzo zamknięte na inność. Na nienormatywność. Nie tyle na heteronormatywność, co w ogóle na nienormatywność inną niż ukute przekonania na temat tego, kto może, a kto nie może określać siebie jako lesbijka. Albo jesteś normatywna w ten sposób albo w inny, ale musimy ci znaleźć nazwę, która sprawi, że będziesz rozkodowana, tak żeby można było cię wsadzić do odpowiedniej szufladki. MW: Myślę, że jest w nas taki odruch pierwotny. Nazywanie to oswajanie. Daje poczucie bezpieczeństwa. Jeśli coś nie ma etykietki, to nie wiemy, czy nam zagraża czy nie. Niekoniecznie chcemy z tym nienazwanym eksperymentować, doświadczać tego. Kiedy na to coś uda nam się nalepić odpowiednią etykietę, czujemy spokój. To z jednej strony mechanizm obronny: to jest lesbijka, to jest muzułmanin, a sąsiad spod trójki jest kibicem Legii, a z drugiej strony coś, co ogranicza. Dlatego cieszę się, że opowiadasz o swoim doświadczeniu, bo bez zrozumienia mechanizmu szufladkowania nie zwalczymy stereotypów i nie poznamy osoby, jej potrzeb, motywacji. Jednak trudno mi zaakceptować, że wśród lesbijek są tak silne mechanizmy wykluczania. M: Cały czas szukałam, nie rozumiałam, czemu spotykam się z takim odrzuceniem. Chciałam znaleźć jakąś etykietkę, która byłaby do przyjęcia dla tych innych i dla mnie. Jedna sprawa to nazywanie innych, którzy są na około nas. Druga, przeciwnie – to pytanie, jak ci inni nas postrzegają, nie jesteśmy od tego wolni. Dla lesbijek to może być taka strategia obronna. Na przykład osoby heteroseksualne często uważają, że lesbijka to kobieta, która “nie spotkała odpowiedniego mężczyzny”. Więc kiedy dziewczyna określająca się jako lesbijka ma doświadczenia z facetami, to robi innym lesbijkom zły PR, potwierdza ten stereotyp. Trzeba wtedy bronić jednej wersji definicji słowa lesbijka. Czyli lesbijka to jest kobieta, która jest zainteresowana wyłącznie kobietami, nigdy nie spała z facetem i nawet na faceta nie spojrzała. Istnieje jakiś abstrakcyjny twór – twierdza, którą ja nazywam wieżą z kości słoniowej. Trzeba spełnić bardzo ścisłe kryteria, żeby dostąpić zaszczytu zamieszkania w niej. Inaczej możemy dopuścić dywersantów, ludzi, którym się “coś wydaje”, ale nie należy tego traktować poważnie. Twoje życie i wybory są więc poddawane jakiemuś testowi – przez lesbijki, które – w swojej ocenie – te kryteria spełniają. Ja nie spełniałam – tak mi się wydawało. Oprócz jakichś tam relacji romantycznych, zawsze lepiej dogadywałam się z mężczyznami, miałam wspólny język, podobne poglądy. Dlatego właśnie w relacjach z facetami próbowałam siebie odnaleźć. Byłam poza tym takim dobrym kumplem i czułam się w tej roli bezpiecznie. Kiedy zaczęłam odkrywać, że coś nie gra, to musiałam wyjść z tego swojego bezpiecznego miejsca do kobiet, których się boję. Kiedy powiedziałam o sobie swojej mamie, to pierwszą jej reakcją było pełne niedowierzania: “Przecież ty nie lubisz kobiet!”. Dokładnie ten paradoks, z którego zdawałam sobie sprawę. Więc to był dla mnie bardzo trudny moment – opuszczenie strefy komfortu. MW: Możesz opowiedzieć, dlaczego nie lubiłaś kobiet? M: To się działo na poziomie podświadomości. Myślę, że długo nie akceptowałam siebie jako kobiety. Do momentu, w którym odkryłam, że lubię kobiety. MW: Czyli ta niechęć do kobiet i kobiecości była takim wyparciem swojej nieheteronormatywnej tożsamości? M: Ciężko mi to tak jednoznacznie stwierdzić, ale głównie nie akceptowałam swojej cielesności. Kiedy zorientowałam się, że podobają mi się inne kobiece ciała, to zaczęła znikać niechęć do mojej fizyczności, pojawiła się radość. Myślę, że podświadomie nie akceptowałam oczekiwania, że powinnam się podobać mężczyznom, chociaż tego chciałam, jak większość heterodziewczyn. Nie mogłam pogodzić się z wymogiem, żeby starać się dla mężczyzn, żeby dbać o siebie tak, żeby im się podobać. Miałam też kłopot z zaakceptowaniem faktu, że inne dziewczyny to robią. Ubierałam się raczej w stylu przezroczystym, nie-kobiecym. Poza tym miałam też doświadczenia negatywne z kobietami, jakieś zawiedzione przyjaźnie, które z perspektywy czasu okazały się nieszczęśliwymi zakochaniami. Byłam strasznie emocjonalnie roztrzęsiona. A później, kiedy zaczęłam szukać dla siebie miejsca i określenia, to również spotkałam się z odrzuceniem. Więc to bardzo podważyło moją pewność siebie i to, czego właściwie chcę. Uwierzyłam, że jest we mnie jakieś wyparcie, powróciła niewiara w to, że jestem w stanie zbudować coś z kobietą. Nie miałam jeszcze takiej prawdziwej związkowej relacji z kobietą – nie mam argumentu, kiedy prawdziwe lesbijki prowadzą analizę przypadku, bo może mi się tylko wydawało – sama zaczęłam bagatelizować tę kwestię. Był moment, gdy zaczęłam się sama sabotować – może jednak byłoby mi łatwiej z facetem, skoro kobiety są tak negatywnie nastawione. Dziś wiem, że gdybym miała teraz albo w przyszłości wchodzić w relację z kimś, to zdecydowanie w grę wchodziłyby tylko kobiety. Nie wyobrażam sobie teraz, że choćby platonicznie, zakochuję się w mężczyźnie, a działo się tak, gdy jeszcze nie byłam świadoma swoich autentycznych potrzeb. Miałam moment w życiu, kiedy byłam na rozdrożu i zaangażowałam się w relację z wyjątkowym facetem, ale teraz wiem, że już nie powtórzyłabym tego. MW: Przyznam szczerze, że po naszych wcześniejszych rozmowach byłam przekonana, że będziemy mówić o biseksualności. Jednak widzę, że rozmawiamy raczej o “wpychaniu” w biseksualność. Widzę tu dyskryminację podwójną. Po pierwsze odmawiano Ci prawa do określania siebie słowem lesbijka, skoro nie spełniasz pewnych wymagań, a z drugiej strony to jest dyskryminowanie dziewczyn/kobiet, które świadomie określają siebie jako biseksualne. Sama też konsekwentnie unikasz słowa lesbijka, chociaż mówisz, że jeśli relacja i zaangażowanie to tylko z kobietą. M: To jest chyba tak, że powoli dojrzewam do tego, żeby móc używać tego słowa w stosunku do siebie. Byłam pouczana, że nie mogę siebie określać tym słowem. Prawdziwa lesbijka przecież brzydzi się myślą o dotknięciu faceta. Mnie to nie kręci, ale się tego nie brzydzę, nawet przez jakiś czas byłam ciekawa. Faktycznie w kontakcie z dziewczynami, na tych lesbijskich forach – poczułam, że odebrano mi prawo do używania słowa lesbijka i że powinnam siebie określać inaczej. Na takim forum przeczytałam kiedyś komentarz, że skoro jestem w stanie zainteresować się facetem, ale nie chcę niczego więcej, to znaczy, że mam zaburzenia, że coś jest ze mną nie tak. Jakaś psychoza. W końcu w potocznym wyobrażeniu osoby homo też są zaburzone, więc skąd w nas taka łatwość do stawiania podobnej diagnozy? MW: To się działo w przestrzeni wirtualnej, a czy miałaś jakiś kontakt z lesbijkami w realnym świecie? M: Tak, co ciekawe, część tych lesbijek, które poznałam w realu, miało podobne doświadczenia, choć niekoniecznie na forum. Dziwiły się tylko, że tak na poważnie wzięłam do siebie to co przeczytałam. A gdzie miałam szukać odpowiedzi? Brakuje nam tej wspólnej – naprawdę wspólnej – przestrzeni. Przestrzeni w której każdy i każda może poczuć się bezpiecznie. MW: To niesamowite i trochę przerażające. Temat tożsamości psychoseksualnej jest delikatny. Znaczna część kobiet nieheteronormatywnych szuka odpowiedzi na swoje pytania w internecie. To, o czym mówimy, dzieje się na jednym portalu lesbijskim. Nowa osoba wchodzi na takie forum z ogromną ciekawością, jest w procesie poznawania siebie i nagle dostaje cios prosto w serce. Tak jak Ty opowiadasz – to ma realne przełożenie na życie. M: Tak, wydaje mi się, że ja i nie tylko ja, dotyczy to może i innych kobiet – jesteśmy bardzo podatne na sugestie, że coś robimy źle. Co ciekawe, nie miałam problemów w odniesieniu do mojej tożsamości w rodzinie, ani wśród znajomych. To jest bardzo otwarte i humanistyczne środowisko. Okazanie homofobii byłoby w bardzo złym tonie. W zasadzie, dyskryminacja ze względu na orientację, choć specyficzna, spotkała mnie w życiu tylko ze strony lesbijek. Czy to nie jest zadziwiające? Na poziomie deklaratywnym byłam znacznie dalej niż na poziomie emocjonalnym – mogłam o tej kwestii swobodnie rozmawiać, ale nie wchodziłam w wewnętrzny proces. Myślę, że to jest odwrotność tego, co przechodzi wiele osób. W pewnym momencie przestałam jednak nazywać siebie lesbijką. Bałam się. Używałam raczej skali Kinsey’a albo innych wybiegów. Bez problemu mogłam też powiedzieć, że zdecydowanie wolę kobiety. Jednak słowo lesbijka nigdy nie padało. Ostatnio ktoś zapytał: “Ale ty jesteś lesbijką?”. Mimo, że kontekst był oczywisty, zawahałam się. Po prostu nie wiedziałam, czy mogę powiedzieć “tak”. Nie dałam sobie takiego prawa, bo byłam z facetami i w dodatku nie odrzucam tych doświadczeń, choć części z perspektywy czasu żałuję. One są fragmentami mojej historii życia. Prościej jest mi powiedzieć, że jestem osobą homoseksualną. Mogę też zastosować manewr, że jestem biromantyczna, czyli mogę obdarzyć uczuciem osoby reprezentujące obie płcie, co jakoś usprawiedliwia moje wcześniejsze relacje z facetami. Nie chcę ciągle się szarpać, walczyć z czyimiś wyobrażeniami. MW: Uderzające jest dla mnie słowo walka. Czy to znaczy, że czujesz, że przegrałaś walkę o możliwość korzystania z określania lesbijka?! Przecież to my same decydujemy, jak chcemy siebie nazwać. Nazywam siebie lesbijką, mimo że miałam w życiu więcej relacji z facetami niż z kobietami. Co więcej, uważam siebie za stuprocentową lesbijkę. Samo lesbijstwo jest dla mnie czymś więcej niż to z kim sypiam. To wybór sposobu komunikowania się w związku – komunikacja odrzucająca patriarchalne wdruki, w której nie ma konkurowania i dominacji, gdzie ważne są emocje i słabości. Lesbijstwo to dla mnie celebracja kobiecości i mimo moich wcześniejszych doświadczeń – nikt nie może mi odebrać tego, że uważam się za lesbijkę i tak siebie opisuję. I w dodatku nie wiem, co będzie dalej. Nie jestem w stanie podpisać zaświadczenia, że za dziesięć lat nie będę mieć męża i dzieci. To jest tak indywidualne i osobiste, że jakoś bardzo smutne wydaje mi się, że ktoś jest tak radykalny i oceniający, że blokuje innym dostęp do nazwania swojej tożsamości. “Nienazwane nie istnieje” – dlatego tak bardzo szukamy w sobie określeń na to kim i gdzie jesteśmy. Odbieranie prawa do określania siebie, w jakiś konkretny sposób, to dla mnie przemoc. M: Jakoś sobie z tym poradziłam. Zidentyfikowałam źródło moich problemów z facetami. Wiem, że mnie nie interesują i wiem dlaczego. Wiem czego chcę i nie mam z tym więcej problemu. Ale długo było tak, że w odniesieniu do komunikatów, które dostawałam od tych prawdziwych lesbijek miałam w sobie lęk, że może w którymś momencie spodoba mi się jakiś facet. Wręcz taki obsesyjny lęk. To był rodzaj projekcji komunikatów od tych dziewczyn, że w każdej chwili może mi się zmienić. Teraz tego nie mam. Odcięłam to grubą kreską. Dzisiaj już wiem, że nie ma znaczenia, czy ktoś mi pozwala czy nie określać się w dany sposób. MW: Obserwuję taki trend, w którym coraz więcej kobiet nieheteronormatywnych unika słowa lesbijka. W moim odczuciu to jest niebezpieczne i jest przeszkodą w tworzeniu czegoś takiego jak społeczność lesbijska. Kiedy zamiast słowa lesbijka pojawia się tysiąc innych określeń, ciężko nam się zjednoczyć i stworzyć miejsce, w którym się spotkamy i poznamy. Bardzo spodobało mi się to, że na Europejskiej Lesbijskiej* Konferencji w Wiedniu stawiano na to nacisk, na potrzebę konsolidacji sił, a gwiazdka postawiona przy słowie lesbijka była odniesieniem do wszelkich odcieni kobiecej nieheteronormatywności. Ta gwiazda to nie nowość, pojawiała się już wcześniej na przykład w polskiej Strefie Les*, jednak na wiedeńskiej konferencji bardzo głęboko weszłyśmy w temat, uświadomiłyśmy sobie, co ta gwiazdka właściwie oznacza i dlaczego jest taka ważna, dlatego też gwiazdkę mamy w nazwie naszego nowego, lesbijskiego stowarzyszenia: Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*. Jeśli mamy się zjednoczyć, to musimy mieć coś co zapobiegnie rozproszeniu. Słowo lesbijka jest dla mnie właśnie czymś takim. Jest dla mnie bardzo ważne kulturotwórczo. Nie odmawiam nikomu możliwości wykuwania i stosowania innych określeń, jednak widzę tutaj taki silny patriarchalny schemat wymierzony w kobiety. Jeśli mówimy o wydarzeniu dla kobiet nieheteronormatywnych, to wymaga się od nas, żeby wymienić w opisie albo nazwie kobiety bi, queer, panseksualne, poliamoryczne, trans… lista robi się kosmicznie długa, jeśli zaczniemy się troszczyć o wszystkich. A taka mnogość sprawia, że rozmywają się ważne kwestie. Od nas, kobiet, wymaga się, żeby o wszystkich pamiętać. W końcu zajęte opiekowaniem się całym światem zapominamy o sobie. Lesbijka z gwiazdką jest dla mnie symbolem, który nie pozwala na rozmycie kwestii kobiet nieheteronormatywnych. Kiedy mówisz o lesbijkach z wieży z kości słoniowej mam poczucie, że one odmawiając dostępu do słowa lesbijka sabotują – prawdopodobnie nieświadomie – konsolidowanie i poszerzanie środowiska, w którym mogłybyśmy wspólnie zrobić wiele dobrego. M: Rzeczywiście może mieć to znaczenie. Pewnie jest więcej takich dziewczyn jak ja, które usłyszały, że nie są lesbijkami, bo żeby nimi być, najlepiej, żeby nawet nie przyjaźniły się z facetami. Dla mnie to jest absurdalne. Jeśli dziewczyna hetero w jakichś okolicznościach: na imprezie, po pijaku, dla zabawy pocałuje się z drugą dziewczyną, to jest to w porządku. Jeśli w takich samych okolicznościach lesbijka pocałuje się z facetem, to od razu wiadomo, że ona nie jest homo, tylko bi. Mam takie poczucie, że kobiecie homoseksualnej dużo łatwiej coś odebrać. Prawo do czegoś. To dla mnie kompletna dysproporcja. Jest takie ładne określenie jak “bi-curious”, którego raczej używa się dla osób hetero, które są ciekawe, jak byłoby z osobą tej samej płci, ale raczej nie powtórzyłyby takiego doświadczenia. Osoby hetero mają do tego prawo. A lesbijki to blokują. Prawdziwa lesbijka musi od początku wiedzieć, kim jest – od urodzenia. MW: No i znowu sytuacja, w której seksualność kobieca jest represjonowana i to przez inne kobiety. M: To jest bardzo silne przeniesienie schematów. Zaczęłam się przyjaźnić z lesbijkami stosunkowo późno. Kiedy przeprowadziłam się do Poznania, to nagle pojawiło się wokół mnie dużo lesbijek, co było dla mnie fantastycznym, wyzwalającym doświadczeniem. Wtedy też otworzyłam się na kobiety, bo zobaczyłam, że są takie kobiety, z którymi mogę się porozumieć i wszystko między nami dobrze działa. Zobaczyłam, że nie jestem sama w swoich doświadczeniach, że te dziewczyny też spotykały się z podobnymi próbami odebrania praw do słowa lesbijka. Wszelkie ich wcześniejsze kontakty z facetami były traktowane, również przez osoby bliskie, jako zaprzeczenie tego, że są lesbijkami. Dla niektórych dziewczyn to jest naturalny element szukania siebie, a dla innych jest to traumatyczne. Z jednej strony mówi się, że walczymy ze stereotypizowaniem osób bi, a z drugiej strony staje się to takim biczem na kobiety, które mają inne doświadczenia niż czysto lesbijskie, tak zwane Gold Star. Co też jest właśnie nie fair wobec osób bi. Nagle się okazuje, że to jest taka grupa, do której wrzuca się wszystkich. Ponadto, jak facet lubi innych facetów, to od razu wiadomo, że jest gejem. A jak dziewczyna – zwłaszcza postrzegana jako atrakcyjna – powie, że lubi kobiety to zapewne pierwsze pytanie, które usłyszy będzie brzmiało: “jesteś bi?”. Bo przecież “wszystkie kobiety są bi”, co za bzdura!. Jest też duży spór pod tytułem: płynność – niepłynność. Zasugerowanie, że orientacja jest płynna od razu stwarza zagrożenie, że inni będą nam imputować, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zostać hetero. MW: Faktycznie, nigdy nie pomyślałam o tym w ten sposób, że to radykalizowanie lesbijskie i nie tylko, może być sposobem obrony przed głosami mówiącymi o możliwości wyleczenia z homoseksualności. M: Dokładnie o tym mówię. Jeśli lesbijka może wejść w relację z facetem i na przykład zostać w niej do końca życia, to może oznaczać, że ktoś może wysunąć taki argument przeciwko innym lesbijkom – “Zobacz, ona mówiła tak samo, a teraz jest z facetem”. Ta ona staje się zagrożeniem dla naszej prawdziwej lesbijskiej tożsamości. Wydaje się, że już teraz nie jesteśmy traktowane poważnie, a jeśli dopuścić akceptację płynności, to kto w ogóle będzie nas traktował serio?! Rozumiem taki system obronny, jednak myślę, że strach przed taką argumentacją robi bardzo dużo złego i sprawia, że środowisko LGBT+ dopuszcza wewnętrzną dyskryminację jako formę zabezpieczenia tożsamości. Na szczęście, jak mówiłam, w pewnym momencie udało mi się spotkać dziewczyny, z którymi zbudowałam poczucie przynależności. Dobrze dogaduję się też z facetami hetero, ale to z lesbijkami najwięcej mnie łączy. Mamy podobne doświadczenia i kłopoty dnia codziennego. MW: Trochę czuję się zagubiona, więc dopytam. Czy Ty chciałabyś się nazwać lesbijką? M: Przechodzę teraz fazę przejściową. Oswajam się na nowo z tym słowem, w jakiś sposób je odzyskuję dla siebie. Pozbywam się tych negatywnych doświadczeń zakazu korzystania z niego. To nie jest walka na śmierć i życie o to słowo. Tak jak rozmawiałyśmy – rzeczy mogą się zmieniać. Nie jest to coś, co spędza mi sen z powiek albo coś, co jest najważniejsze, ale jest ważne. Jeśli jesteś w danym momencie szczęśliwa i dobrze się ze sobą czujesz, to w zasadzie co więcej potrzeba? Grunt, żeby znaleźć określenie, z jakim czujesz się swobodnie. Rozumiem też sens walki o słowo lesbijka w kontekście tworzenia wspólnoty albo kultury. MW: A z jakim słowem czujesz się dzisiaj komfortowo? M: Lubię słowo lesba, bo ono jest łatwiejsze do przełknięcia. Oczywiście brzmi inaczej, kiedy sama lesbijka go używa, tak jak geje używają słowa pedał w sposób, który nie ma na celu obrażenia kogokolwiek. Niemniej, to rodzaj wycofania się. Kiedy zetknęłam się ze Stowarzyszeniem Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*, to bardzo spodobała mi się ta gwiazdka. To był dla mnie taki moment oddechu: “O Boże, to w ogóle da się jakąś gwiazdkę postawić, jakieś zastrzeżenie małym druczkiem?”. Jakoś wcześniej chyba powracało to założenie, z którym się nigdy nie zgadzałam, że definicja jest obiektywna, oparta na jakichś solidnych, z góry narzuconych podstawach. Tak jakbyśmy to my nie miały prawa głosu. A to przecież pojęcie ze sfery relacji międzyludzkich, nie tylko seksualnych, a więc poniekąd socjologiczne. A w socjologii, o ile mi wiadomo, pojęcia prawie nigdy nie są jednoznaczne. Są funkcjonalne. Określanie się jako bi pełni funkcję sygnału, że jestem potencjalnie zainteresowana kobietami i mężczyznami. A ja w ogóle nie jestem zainteresowana mężczyznami, więc po co mam taki sygnał wysyłać? Myślę, że w zasadzie mogę teraz szczerze powiedzieć o sobie, że jestem biromantyczną, ale lesbijką. MW: Dziękuję Ci za tę rozmowę i podzielenie się doświadczeniem. Cieszę się, że taki głos wybrzmiał i nie ukrywam, że chętnie przeprowadziłabym rozmowę z prawdziwą lesbijką, żeby poznać perspektywę takiej osoby. M: Również dziękuję i mam nadzieję, że ta rozmowa trafi do dziewczyn, które zmagają się z tym, czego ja doświadczyłam, a także właśnie do tych prawdziwych lesbijek. Chciałabym, żebyśmy wszystkie były na siebie bardziej uważne i żebyśmy się wzajemnie wspierały i dawały sobie możliwość bycia sobą bez oceniania. Wszystkie mamy prawo do słowa lesbijka i każda z nas zdecyduje sama, czy go używać czy nie. Korekta: Maja Korzeniewska ——————————————— Magda Próchnik ( – wilk w owczej skórze/ ścisłowiec w przebraniu humanisty/ studentka/ filozofka/ filolożka klasyczna / miłośniczka kultury greckiej/ hobbystka nauk ścisłych. Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!/ współzałżycielka Stowarzyszeniem Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*. ——————————— LESBIJSKA INSPIRA To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka . ————————————-————

jak powiedzieć mamie że jestem lesbijką